17 wspaniałych, czyli najchętniej czytane wpisy w 2017 roku

2017

Dzień dobry w ostatni dzień 2017 roku!

Pozostańmy jeszcze przez chwilę w temacie podsumowań wszelakich. Wiesz już, jak poszło mi ze spełnianiem postanowień noworocznych. Dzisiaj natomiast chcę zapoznać Cię z listą 17 najchętniej czytanych wpisów w 2017 roku.

W podobny sposób podsumowałam 2016 rok. Teraz jednak wprowadzam jedną, dość sporą zmianę: w tym zestawieniu biorę pod uwagę TYLKO wpisy, które zostały opublikowane między początkiem stycznia, a końcem grudnia 2017. Gotowy? Jedziemy.

17 wspaniałych, czyli najchętniej czytane wpisy w 2017 roku

Najlepsze, co możesz dać kobiecie

Czym sprawić kobiecie przyjemność w Dniu Kobiet? Kupić jej kwiaty czy czekoladę? Zabrać ją do kina czy zaprosić na kolację w luksusowej restauracji?

Otóż… Nic z tych rzeczy. Znaczy, coś z tego można wykorzystać, pewnie. Ale to są tylko dodatki. Tak naprawdę jedynym mającym niedezaktualizującą się wartość prezentem jest dla kobiety… Okazywanie jej szacunku.

Czytam i polecam – Share Week 2017

Jest taki okres w roku, kiedy blogerzy przestają patrzeć przede wszystkim na siebie. Kiedy, zamiast zachwalać swoje miejsce w sieci, pokazują swoim fanom inne piaskownice warte zwiedzenia.

Bardzo lubię ten okres. I dlatego zawsze, jeśli tylko mam okazję, przyłączam się do tej akcji. Zrobiłam to też w tym roku.

Czego NIE mówić osobie, która doświadczyła przemocy?

Z ludźmi jest tak: kiedy to im się dzieje krzywda, wyciągają rękę po pomoc do kogo tylko się da. Kiedy jednak tragedia dotyka kogoś innego, ci sami ludzie potrafią cierpiącego kopnąć jeszcze mocniej.

Nie wiem, czy wynika to z głupiej nieświadomości, czy ze zwykłej podłości. Wiem za to, czego osobie, która doświadczyła przemocy nie wolno mówić. I postanowiłam spróbować otworzyć niektórym oczy.

Historie z życia człowieka niskiego (II)

Druga część moich historii z życia wziętych. Popularność tego wpisu (i pierwszego z serii) jest niezbitym dowodem na to, że ludzie lubią osoby zdystansowane, potrafiące się śmiać z siebie. I dobrze.

Historie z życia człowieka niskiego

Tak jak wyżej. Dodać tylko mogę, że totalnie nie przemyślałam napisania tej notki. Powstała ona spontanicznie. Jej popularność szokuje mnie do dzisiaj.

Jak polubić czytanie? Poradnik dla opornych

To nie jest tak, że albo czytasz od maleńkości, albo nigdy. To nawet nie jest tak, że jak się czytać nie lubi, to tak zostanie do końca życia.

Obie te rzeczy przy odrobinie chęci i wysiłku można spróbować zmienić. A ja podpowiadam, jak się za to zabrać.

O monitoringu, który nie działa w najważniejszych chwilach

Nigdy tego nie zrozumiem: na co dzień wiemy – albo wydaje nam się, że wiemy – o ludziach wszystko. Przecież przeglądamy cudze profile społecznościowe, obserwujemy zachowania innych w miejscach publicznych, plotkujemy. Ale jak dzieje się coś złego, to nagle 90% z nas nie widzi nic.

To jest złe. To trzeba zmienić.

Reklamy. A jednak można zrobić je dobrze

Dowód na to, że reklamy nie muszą być ani irytujące, ani ogłupiające. Wystarczy, żeby za ich tworzenie wzięły się osoby kreatywne, które nie wychodzą z założenia, że przeciętny Kowalski zadowoli się byle czym.

Czy Polacy nienawidzą dzieci?

Niech tylko będzie jakaś akcja. Wystarczy, żeby matka karmiąca piersią w miejscu publicznym została poproszona, by robiła to dyskretniej. Wtedy od razu wybucha afera i padają argumenty, że Polska to nie jest kraj dla małych ludzi, a Polacy dzieci nienawidzą. Tylko czy tak jest w istocie?

Otóż nie. I mam nadzieję, że wiedziałeś o tym jeszcze zanim napisałam ten wpis.

Ekranizacje, które są lepsze od książek

Nie ma co się oszukiwać – na książkach świat się nie kończy. Chociaż perełek jest naprawdę wiele, zdarzają się i gnioty. A czasami jest też tak, że ekranizacja bije papierową wersję historii na głowę.

Czego na blogach nie lubię?

Sama nie jestem ideałem i bycia idealnym blogerem od kogoś nie wymagam, bo wiem, że tak się nie da. Jestem jednak dość wymagającym czytelnikiem i pewnych rzeczy na blogach zaakceptować po prostu nie jestem w stanie.

Najsłynniejsze teksty internetu

Czyli o tym, bez czego w internecie nie da się funkcjonować. Każdy z nas przeczytał podobne zdania chociaż raz w życiu.

3 wady, których nie chcę zwalczać

Tak, ja wiem, że w miarę możliwości trzeba się starać być coraz lepszym człowiekiem, uwierz. Problem w tym, że niektóre moje wady naprawdę polubiłam, bo… W jakiś sposób ułatwiają mi życie. Dlatego nigdy nie chciałabym się ich pozbyć.

Jak zmarnować potencjał, czyli historia (nie)pilnowanego drinka

Nie ma nic złego w tym, że chce się o kogoś zadbać. Nie ma nic złego w tym, że próbujemy się nawzajem edukować, wręcz przeciwnie. Jednak to wszystko należy robić w przemyślany, niekrzywdzący nikogo sposób. A tymczasem tu nie wyszło.

„Milionerzy” po latach. Jestem na tak!

Nie jestem fanką przesiadywania przed telewizorem. O ile lubię od czasu do czasu zrobić sobie jakiś maraton filmowy, o tyle na co dzień zdecydowanie wolę sobie poczytać. Ale jest jedna rzecz w telewizji, z którą literatura czasami przegrywa. I to są teleturnieje.

Czy zło wolno zwalczać złem?

Czy jeśli ktoś jest niewychowanym, agresywnym wręcz człowiekiem, można mu odpowiadać w takim samym tonie? Czy można życzyć śmierci komuś, kto krzywdzi zwierzęta?

Otóż nie można, bo to ten sam poziom. Nie można, bo trzeba być odpowiedzialnym za swoje słowa i świadomym, że w dobie internetu jak napiszesz komuś, że należy mu się oklepanie po gębie, to inna osoba może to podłapać i zamienić pogróżki w czyn.

A gdybyś, zamiast krytykować, zaczął… doceniać?

Świat się nie skończy, kiedy przestaniesz aż tak bardzo na wszystko narzekać. Ba, nie tylko się nie skończy – jeśli spróbujesz dostrzegać wszędzie dobre strony, to przekonasz się, że to w gruncie rzeczy całkiem miłe miejsce jest. To co, spróbujesz?

Jeśli jeszcze nie przeczytałeś tych wpisów, zachęcam Cię do nadrobienia zaległości.

Tymczasem jednak na dziś kończę. Kolejnego wpisu spodziewaj się już na początku stycznia.

I hej, życzę Ci samych szczęśliwych chwil w 2018 roku!

Źródło zdjęcia.

Wzloty i upadki 2017 roku, czyli jak tam moje postanowienia?

postanowienia

Równo rok temu opublikowałam na blogu listę rzeczy, których chciałabym dokonać w 2017 roku. To miał być eksperyment – chciałam sprawdzić, czy upublicznienie swoich postanowień noworocznych w internecie sprawi, że będę się starała ich dotrzymać. Czy jesteś ciekaw, co z tego wyszło? Jeśli tak, rozsiądź się wygodnie i czytaj dalej.

W 2017 chciałam…

1. Napisać i obronić pracę licencjacką w najszybszym możliwym terminie

Z dumą mogę napisać – najważniejsze postanowienie tego roku zostało spełnione. Niejednokrotnie się wkurzałam i panikowałam, ale koniec końców: udało się. Pracę udało mi się skończyć pisać jakoś na początku czerwca, a obroniłam się w pierwszym tygodniu lipca.

2. Odciąć się od głupoty ludzkiej

I tu niestety poniosłam klęskę. Wprawdzie doszło już do mnie, że najlepszą metodą walki z hejterem jest olewanie go i niewdawanie się w dyskusje, ale… Niestety nie znaczy to, że nie zdarza mi się obserwować takich internetowych zadym.

3. Wspierać fajne i mądre projekty 

Nie było tego wiele, ale tyle, ile mogłam, zrobiłam. Regularnie starałam się dokładać swoją cegiełkę do internetowych zbiórek na chore dzieciaki – ba, próbowałam w to wciągnąć społeczność na fanpage’u. Wspomogłam schronisko wielkim worem artykułów dla zwierząt. I cały czas myślę, co zrobić jeszcze.

4. Walczyć ze złem

Z ręką na sercu – nie pamiętam, czy w ciągu ostatnich miesięcy wydarzyło się coś, gdzie musiałabym interweniować. A z tego wysnuwam nieśmiały wniosek, że raczej nic takiego nie było.

5. Czytać tyle samo, ile dotychczas albo i więcej

W roku przeczytałam prawie 20 książek mniej niż w zeszłym. Nie ma się jednak co dziwić – pisanie pracy licencjackiej w połączeniu z dostępem do Netflixa i odrobiną lenistwa daje takie właśnie efekty. Mimo wszystko jestem w pełni zadowolona ze swoich czytelniczych dokonań.

6. Oglądać więcej filmów

TAK! Dzięki Netflixowi i jego genialnej ofercie nie było to trudne zadanie. Ba, dzięki tej platformie przekonałam się, że seriale też bywają super, a tych to ja w ogóle wcześniej nie oglądałam!

7. Być otwarta na eksperymenty czytelnicze

Z wahaniem, ale mogę zaliczyć sobie to postanowienie. Dlaczego z wahaniem? Bo jednak nadal głównie czytałam to, co znam i lubię. Sięgałam jednak też po nowych autorów – moim absolutnym numer 1, odkryciem roku jest Jakub Żulczyk. A i przekonałam się, że fantastyka, do której do tej pory podchodziłam jak do jeża, nie gryzie.

8. Pokończyć jak najwięcej tego, co zaczęte 

Z dorobkiem Christie szło dość gładko – obecnie mam mniej niż 40 jej powieści do przeczytania na liście. Z rozpoczętymi seriami już trochę gorzej. Do poprawki w przyszłym roku, zdecydowanie.

9. Pokonać nieśmiałość

Nie udało mi się dotrzeć na See bloggers, jak planowałam, ale… Zaczęłam się udzielać na zajęciach, czego wcześniej unikałam. I nawet mnie to jakoś za bardzo nie stresuje. Zaliczone!

10. Wypracować sobie nawyk regularnego pisania

Kurde, no! Nie, nie i jeszcze raz nie. Czasem myślę, że jest to poza moim zasięgiem. Ale spokojnie, póki co nie mam zamiaru przestawać próbować…

Czy jestem z siebie zadowolona?

Tak. Nie może być inaczej – ja od razu podejrzewałam, że nie wszystkie punkty z listy uda mi się odhaczyć, a niektóre rzeczy będę w stanie zrobić tylko do pewnego stopnia. Perfekcjonistką nie jestem – nie będę się użalać, że mogło być lepiej. Mogło, ale nie jest. Nie traktuję tego jak porażkę – wręcz przeciwnie, przynajmniej mam nad czym pracować w kolejnym roku, nudzić się nie będę.

Pomysł upublicznienia swojej listy postanowień noworocznych bardzo przypadł mi do gustu. Czy powtórzę ten eksperyment? Nie wiem, niczego nie wykluczam. Jeśli wpadnie mi do głowy coś nowego, czego nie było na tej liście – pewnie, czemu nie?

A czy Tobie udało się dotrzymać postanowień na ten rok?

Źródło zdjęcia.

Czego NIE mówić osobie, która doświadczyła przemocy?

przemoc

Mam jeden zasadniczy problem: na co dzień naiwnie wierzę, że żyjemy w fajnym świecie. A potem wybucha jakaś afera i te moje rojenia trafia szlag.

Tak jest i teraz. Akcja #metoo (#jatez) bije rekordy popularności. W ciągu zaledwie kilku dni miliony osób przyznało: Tak, byłem ofiarą przemocy seksualnej.

Sam odzew na tę inicjatywę jest już wystarczająco przerażający. Niestety, jak to w życiu bywa, leżącego trzeba i tak jeszcze kopnąć. W tym momencie wchodzą oni – pozbawieni empatii, okrutni ludzie. I mówią rzeczy, których mówić nigdy nie powinni. Dlatego dzisiaj o tym…

Czego NIE mówić osobie, która doświadczyła przemocy?

Trochę dystansu

Pozwól, że coś Ci wyjaśnię: dystans jest fajny i niejednemu uratował jeśli nie życie, to przynajmniej zdrowie psychiczne. Ale dystans ma też to do siebie, że trzeba umieć go stosować i w ogóle rozumieć, czym on jest. Czym jest? Umiejętnością śmiania się z samego siebie i otaczającego świata. Czym nie jest? Czymś, co sprawia, że człowiekowi można powiedzieć i zrobić dosłownie wszystko (!) i go to w ogóle nie ruszy. Granica może i jest cienka i niezbyt wyraźna, ale ona istnieje. I należy się jej trzymać.

Też tak miałem, ale mnie to nie ruszyło

No to gratulacje, ja się bardzo cieszę, że niełatwo Cię zranić. Tylko wiesz, taka niespodzianka: na świecie nie ma czegoś takiego, jak jedyne słuszne podejście do konkretnych spraw. A już na pewno nie Ty wyznaczasz, jak można, a jak nie wypada zareagować. Coś nie robi na Tobie wrażenia, nie interesuje Cię? Spoko, tylko nie bagatelizuj uczuć innych, bo to jest bardzo, bardzo złe.

To kiedyś było normalne 

Tak, kiedyś było inaczej. Kiedyś rzeczywiście było tak, że mężczyzna był panem domu i mógł tłuc swoją żonę i dzieciaki, za co groziło mu… Ogromne nic. Ale tak samo kiedyś istniało niewolnictwo, istniały getta, a jednak teraz mówimy o tych rzeczach niemal wyłącznie w negatywny sposób. Dlaczego? Bo świat idzie do przodu, rozwija się, zmienia się mentalność ludzi. Dlatego nie wyskakuj z argumentem, że kiedyś tak było i ludzie żyli, bo tak się składa, że wielu ulubionych elementów Twojej codzienności jeszcze kilkanaście lat temu nie było. I mogłoby dalej nie być, gdyby ludzie wychodzili z założenia, że jest jak jest, po co cokolwiek zmieniać?

Dlaczego mówisz o tym dopiero teraz?

No jasna cholera, standard przy takich akcjach jak obecna. Uwaga, tłumaczę, dlaczego. Otóż dlatego, że czasami gwałcicielem jest nie nowo poznany facet z baru, tylko własny ojciec. I dlatego, że zdarza się, że bezwartościową szmatą jest się w oczach matki, a nie w oczach dziewczyny, z którą się o coś rywalizuje. Patrzeć się w dekolt potrafi szef lub wykładowca, nie przypadkowy oblech na ulicy. A jednak ludzie chcą normalnie studiować czy pracować, dodatkowo w wielu przypadkach wierzą, gdy mówi im się, że lepiej tego i owego nie zgłaszać, bo będzie gorzej.

Wiesz, dlaczego łatwiej jest milczeć nawet przez wiele lat, a przyznać się najwyżej przy takich akcjach? Bo tu działa psychologia tłumu. Bo taka skrzywdzona osoba widzi, że nie jest jedyna. Bo nawet, jeśli się odezwie, to podobnych głosów jest zbyt wiele, żeby się zajmować konkretnymi jednostkami.

Przecież jesteś mężczyzną 

No to teraz powiedz mi: czy naprawdę uważasz, że mężczyzna to maszynka do uprawiania seksu? Czy serio wydaje Ci się, że jak człowiek ma penisa, to nie liczy się dla niego nic oprócz tego, by go używać?

Znowu: nie. Facet też ma prawo nie mieć ochoty, może go nawet jakaś kobieta nie kręcić. Nic w tym złego. Złe jest to, że się tego nie rozumie i naciska. A najgorsze – to, że z takiego przymuszonego mężczyzny się ludzie śmieją. Bo, mój drogi, dyskryminacja i przemoc nie mają płci ani wieku, ani właściwie żadnych innych preferencji. Mogą dopaść każdego.

A może sam się prosiłeś?

Czekaj, powiem Ci tak, jak Ci ktoś zniszczy auto lub włamie się do domu. Przecież na pewno zrobiłeś coś nie tak, że Cię to spotkało.

Poważniej już mówiąc: nie, nikt się sam o krzywdę nie prosi. Zawsze można powiedzieć NIE i to NIE ma taką moc, że powinno być zawsze i bezwzględnie respektowane. Nie istnieje ŻADNE usprawiedliwienie dla przemocy.

Smutne jest to, że wciąż trzeba poruszać takie tematy. Tym bardziej, że na przykład ja podobny wpis już kiedyś napisałam. A ludzie dalej, jakby nie rozumieli…

Źródło zdjęcia.