Dlaczego boisz się krytyki?

krytyka

Kocham internet za to, że jest skarbnicą inspiracji na nowe wpisy. Tym razem z pomocą przyszedł mi bloger. A konkretnie Janek, który uważa, że nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka. Przyznaję, pierwszą moją reakcją na ten post było klaśnięcie w dłonie i stwierdzenie, że ma chłopina rację. A potem zastanowiłam się nad tym problemem dłużej i okazało się, że wcale nie.

Nie krytykuj, sam wiem, jak robić, by było dobrze

Nikt mi nie wmówi, że jakakolwiek osoba, która wystawia się na widok publiczny – czy to bloger, aktor, piosenkarz, nieważne kto – kieruje się tą zasadą. A nawet jeśli się kieruje, zwyczajnie popełnia błąd. Jak zamieszczasz coś w necie, to już nie tylko dlatego, żebyś zadowolił samego siebie. Poważnie, gdybyś chciał pisać dla własnej radochy i nie przejmować się zdaniem innych, zamiast w sieci, tworzyłbyś w zeszycie. Papierowym. Doskonale ukrytym przed światem. Jak robisz coś tak, żeby inni to widzieli, niestety, ale musisz liczyć się z ich zdaniem. I fajnie byłoby, gdybyś je szanował. Nawet, jeśli się kompletnie z jakimiś słowami nie zgadzasz.

To nie jest łatwe

Bo problem z krytyką jest taki, że ona nie jest miła. Nie ma być i nawet być nie może. Kto lubi słuchać o tym, że jego uczynki są nie do końca OK, a wyroby wadliwe? Nikt. Przykro zawsze będzie chociaż trochę, przynajmniej w głębi ducha. Trzeba się jednak nauczyć być twardym i brać na klatę uwagi. Z krytyką jest trochę jak ze szczepieniem: może trochę poboli, ale przestanie, a koniec końców efekty będą pożyteczne. W końcu wszyscy się chcemy rozwijać, prawda? Rozwój bez popełniania pomyłek i ich poprawiania możliwy nie jest. Ci, którzy stoją z boku, widzą więcej rzeczy niż Ty sam, bo mają obiektywne podejście. Jest duża szansa, że im kiedyś za to podziękujesz.

Musisz wiedzieć, kiedy krytyka jest wartościowa, a kiedy nie

Wszystko zależy od sytuacji. W mailu służbowym robienie zamieszania o jeden błąd ortograficzny/interpunkcyjny/stylistyczny to faktycznie przesada, bo nie o poprawność się tu rozchodzi, nie ona jest najważniejsza. I OK, jeśli ktoś naprawdę trąbi o tym publicznie, rozdmuchuje sprawę jakbyś co najmniej trzecią wojnę światową wywołał: spokojnie olej sprawę, nie Twoja wina, że komuś brakuje innych bodźców do podniesienia sobie samooceny. Jak krytyka dotyczy już czegoś poważniejszego, co ma realny wpływ na jakość tego, czym się zajmujesz, powinieneś przynajmniej przemyśleć te słowa. Dla własnego dobra.

Wyzbądź się fałszywych przekonań

Wiesz, dlaczego jeszcze przeraża Cię, że ktoś może Ci wytknąć błąd na widoku? Dlatego, że uroiłeś sobie – być może podświadomie – że Tobie jako twórcy nie wolno się mylić. Uwaga, zdziwisz się: jesteś człowiekiem i masz prawo coś spieprzyć. Idealnie nigdy nie będzie, choćbyś nie wiem, jak się starał. Nie martw się: błądzić jest rzeczą ludzką. Nie wiem, czy w jakimkolwiek stopniu Cię to pocieszy, ale ja sama, jak widzę treści nadmiernie wymuskane, to mam wrażenie, że za nimi stoi robot, a nie osoba z krwi i kości.

A co jeśli nie chcę się przejmować tym, co gadają?

Tak też można. Jednak nie zdziw się, kiedy zostaniesz ze swoją twórczością sam. Smutna prawda jest taka, że dzisiaj trzeba się trochę sprzedać, żeby ludzie kupili to, co robisz. Nie musisz słuchać ich zawsze, ale powinieneś mieć na uwadze ich gusta. Oczywiście, o ile Ci zależy na poklasku. Zawsze możesz zwinąć działalność, zamknąć się w pokoju i działać w ukryciu.

A jak Ty reagujesz, kiedy ktoś Ci publicznie powie „pomyliłeś się”?

Źródło zdjęcia.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.