To nie wina poniedziałku

monday-1270366_1280

Od kiedy tylko pamiętam nie lubię niedziel. Przygnębiają mnie – w żaden inny dzień tygodnia ludzie nie wykazują się takim brakiem energii i sił na cokolwiek. O, przepraszam. Na narzekanie się zdobędą i to z ochotą.

Bo przecież jutro…

Poniedziałek! 24 godziny, których 90% ludzi na tym świecie nienawidzi bardziej niż Hitlera i wszystkich innych zbrodniarzy, których gościł świat. Poważnie, jak słucham czasem reakcji na koniec weekendu, mam wrażenie, że oto przed nami nie początek nowego tygodnia, tylko seria bolesnych tortur. Tak bolesnych, że aż rozłożonych na 5 dni.

Co robisz w soboty i niedziele?

To są dwa dni, które teoretycznie mamy wolne. 48 godzin. Z małym hakiem, jeśli doliczyć piątek po pracy/szkole. Czy naprawdę w tak krótkim czasie jesteś w stanie się rozleniwić i odzwyczaić od obowiązków do tego stopnia, że powrót do rzeczywistości boli, jakbyś palił się żywcem? Coś mi się wydaje, że to niemożliwe.

To dzień jak każdy inny

Z tą różnicą, że poprzedza go chwila swobody. Serio, pomyśl logicznie – w poniedziałek naprawdę nie czeka Cię nic gorszego niż we wtorek. Ani w środę. W czwartek i w piątek także nie. Zawsze masz coś do roboty. Codziennie wśród miliona spraw do załatwienia znajdą się takie, które najchętniej odwlekałbyś w nieskończoność. I nigdy się nie wyśpisz, bo już taki jesteś, że nie lubisz, kiedy ktoś lub coś Ci narzuca, o której godzinie masz być na nogach.

Problem tkwi w czymś innym

To nie dzień tygodnia jest zły. Wiem, że złośliwość rzeczy martwych i tak dalej, ale bez przesady. Poniedziałek sam z siebie nie zsyła na Ciebie problemów, nie wciska Ci do rąk listy spraw do ogarnięcia ani nie straszy konsekwencjami, kiedy coś spieprzysz.

To Ty sam robisz sobie kuku

Bo nie słuchasz siebie. Często przegapiasz moment, w którym Twoje własne życie skręca nie w tę stronę, co trzeba. Niekiedy, nawet nieświadomie, zapuszczasz się w tę nieznaną sobie drogę jeszcze dalej i gubisz się bardziej. A kiedy dostrzegasz, że coś nie tak, nie wiesz, jak wrócić do punktu wyjścia. Więc zostajesz. Próbujesz dostosować się do nowych okoliczności i wmawiasz sobie, że będzie dobrze. Albo przynajmniej będzie jakoś.

Wiesz, jak to się skończy?

Tym, że będziesz odliczał czas, który Ci zostanie. Nie oszukuj się, że czekasz tylko na piątek. Bo potem odhaczasz dni do wakacji. Potem do świąt. Wyczekujesz setek okazji w ciągu całego życia. Tak naprawdę trochę czekasz na starość, kiedy emerytura będzie lepsza niż weekend, bo dłuższa. Tak naprawdę trochę czekasz na śmierć, bo po niej już szlag Cię nie trafi.

Prawda jest taka, że jeśli co tydzień w niedzielę łapiesz doła, że nazajutrz musisz wcześnie wstać i robić coś konstruktywnego i tak aż do piątku, oznacza to, że nie lubisz znacznej części swojego życia.

W tym naprawdę nie ma winy poniedziałku.

Źródło zdjęcia

4 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.