Na czym polegają wyzwania czytelnicze?

wyzwanie książkowe

Od ładnych paru lat wyzwania czytelnicze cieszą się niesłabnącą popularnością. Za idealny przykład może tu posłużyć akcja Marcina Gnata - Przeczytam 52 książki w roku. Obecnie trwa bodajże trzecia jej edycja, a na brak zainteresowania nikt nie może narzekać. Nie jest to jednak jedyne wydarzenie tego typu – żeby znaleźć inne, wystarczy chwila spędzona w internecie.

Udział w wyzwaniach czytelniczych rocznie deklarują tysiące ludzi. Drugie tyle osób natomiast przeciera oczy ze zdumienia, że można takie rzeczy robić. Ba, na wyrażaniu skrajnego szoku się nie kończy. Nie trzeba specjalnego wysiłku, by znaleźć słowa krytyki skierowane do tych, którzy jednak chcą spróbować swoich sił.

Ponieważ sama jestem z tych „złych” ludzi, którzy przeczytane książki liczą, a ponadto nie rozumiem kierowanych w naszą stronę zarzutów, postanowiłam: wytłumaczę Ci, o co w tych wyzwaniach chodzi. Przed Tobą lista najczęściej powtarzanych mitów na ich temat i moje sprostowania.

Książek nie czyta się na akord!

No, wiem. Tylko że nikomu nie chodzi o to, by trzaskać pozycję za pozycją. Te wszystkie nazwy przeróżnych wyzwań są zazwyczaj jedynie nazwami. Mają przyciągnąć ludzi. Tak naprawdę nie jest ważne, czy uda Ci się sprostać „wymaganiom”, czy nie. Ważne, że czytasz.

I owszem, pewnie zdarzają się ludzie, którzy odhaczają kolejne tomiska tylko po to, by móc się pod koniec roku pochwalić wysokim wynikiem, ale… Ocenianie całej grupy przez pryzmat jednostek nie jest w porządku. Tym bardziej, że nie masz realnej możliwości sprawdzić, kto naprawdę czyta, a kto się tylko popisuje.

W czytaniu chodzi o czytanie, a nie o chodzenie z kalkulatorem w ręku!

A kto chodzi z kalkulatorem w ręku? Wystarczy przeczytaną książkę zapisać na specjalnie przygotowanej półce na jakimś portalu czytelniczym, wtedy wszystko liczy się samo. Można też zapisywać tytuły w zeszycie i je numerować. Co więcej, to wszystko da się robić ze zwykłej ciekawości, a nie dla statystyk, które koniecznie trzeba sukcesywnie poprawiać.

Książka książce nierówna!

Tu się zgadzam, że są wielkie powieści i łatwe czytadła na jeden raz. Jednak w tym wszystkim chodzi o przyjemność: człowiek ma czytać to, na co ma ochotę, a nie zmuszać się do czegoś, do czego nie ma przekonania. I tak, może to dziwnie, a nawet niefajnie wygląda, kiedy się widzi osobę, która przeczytała 200 pozycji – z czego większość to, dajmy na to, krótkie kryminały – i osobę, która przeczytała powieści 30, ale były to opasłe, wymagające skupienia i czasu kobyły. Tylko że już pisałam wyżej: nie chodzi o czytanie na akord. O wyścig szczurów: kto więcej, kto lepiej i ambitniej, o dziwo też nie.

A ja nie chcę, żeby ktoś mi coś narzucał!

No to na to nie pozwalaj. Podejdź na luzie do sugerowanych liczb, przyjmij, że to jakaś wytyczna, ale nic się nie stanie, gdy do niej nie dobrniesz. Jeśli masz określone preferencje, czytaj to, co lubisz, unikając wyzwań tematycznych i szukaj tych bardziej ogólnych.

Wyzwania tematyczne ogłupiają!

Ojej, ogłupia Cię to, że w wyzwaniu napisane jest, żebyś sięgnął po książkę z gatunku, którego nie znasz? Albo to, że musisz się chwilę natrudzić i znaleźć pozycję napisaną przez człowieka o konkretnych inicjałach? A widzisz, ja to nazywam rozwijaniem kreatywności i poszerzaniem horyzontów. Nawet takie, wydawać by się mogło, surowe kryteria dają pole do popisu. Prawdziwe perełki można znaleźć zawsze, choćby Ci kazali przekopywać się przez stosy tomisk, które mają zieloną okładkę. Wiedziałbyś o tym, gdybyś poświęcił chociaż chwilę na szukanie.

No to o co chodzi w tych wyzwaniach?

O zabawę. O to, żebyśmy z ciekawości sprawdzali swoje możliwości. Jeśli dzielimy się swoimi dokonaniami w internecie, to świetnie – nieświadomie możemy polecić komuś tytuł, po który sam by nie sięgnął i na odwrót: sami mamy szansę na poznanie cudeniek. Tak naprawdę jest tylko jedno jedyne zdanie przeciwników wyzwań, z którym się zgadzam. Brzmi ono…

Wyzwania nie sprawią, że ludzie zaczną czytać!

To fakt. Jeśli ktoś nie chce, nie będzie czytał i nie skłoni go do tego żadne wydarzenie. Zawsze uważałam i uważać będę, że to są akcje dla prawdziwych miłośników literatury. Na promocję czytelnictwa i wpłynięcie na osoby nieczytające musimy poszukać innego sposobu.

A jaki stosunek do wyzwań czytelniczych masz Ty?

Źródło zdjęcia.

14 Komentarze

  1. Ha! I tak rozwiałaś moje obawy. Bo do tej pory do wszelkich „mód” i „wyzwań” podchodziłam na „nie”. „Nie, bo nikt mi nie będzie narzucał”, „Nie bo to nie chodzi o zaliczenie określonej ilości pozycji” (ależ to brzmi nieprzyzwoicie!), „Nie, bo ja kocham sci-fi”, „Nie, bo „Krzyżaków” nie strawię”. Inna sprawa, że ja uwielbiam delektować sie lekturą i cieszę sie, że właśnie to podkreślasz, że o przyjemność chodzi. I wyzwania tematyczne nie ogłupiają- aż nie wierzę, że ktoś mógłby tak pomysleć!

    • Może jest to pogląd rzadziej występujący niż pozostałe, niemniej występuje. Dlatego postanowiłam się z nim rozprawić :)

  2. Nie przeszkadzają mi, ale nie uczestniczę. Mam za mało czasu na czytanie książek np. które były wydane w roku mojego urodzenia, lub z osłem w tytule :)

  3. W wyzwaniu „przeczytam 52 książki” biorę udział świadomie już chyba trzeci raz. Początkowo zaczęłam liczyć pozycje dla własnej wiadomości, szybko okazało się, że jestem w stanie w ciągu roku ogarnąć więcej książek, aniżeli jedną tygodniowo. Dla mnie to żaden wyścig szczurów, ani też żadna spina. To czysta przyjemność i nawyk, który wszedł mi w krwiobieg.

  4. Sama nie uczestniczę w żadnym wyzwaniu czytelniczym, ale nie uważam ich za coś złego.
    Niektórzy dzięki nim znajdują perełki, inni czując motywację, mając nakreślony jakiś cel do osiągnięcia, a pozostali dzięki wyzwaniom wykopują się z czytelniczego dołka, więc na pewno mają one zalety.
    Pewnie gdybym znalazła jakieś interesujące, to wzięłabym w nim udział. Może post o najciekawszych wyzwaniach czytelniczych? :)

    • Dzięki za sugestię, postaram się sklecić taki post, ale nie obiecuję, że uda mi się szybko :)

  5. Sama co roku stawiam sobie cel czytelniczy, zapisuję każdą przeczytaną pozycję, pisze czasem recenzję by zawiesić na bloga lub polecić na szkoleniu. Cieszę się kiedy na koniec roku zrealizuję cel, czasem przeczytam o wiele więcej. Dlaczego to robię, bo to motywuje i pokazuje, że i ja mogę znaleźć czas na czytanie. To świetna zabawa. Polecam.

  6. Mam do takich wyzwań stosunek nijaki. Czytam dużo, lubię zliczać przeczytane w ciągu roku książki, ale nie biorę udział w tych wyzwaniach z jednej prostej przyczyny. Jestem na tyle dokładną i sumienną osobą, że gdybym nie zaliczyła jakiejś książki w ciągu tygodnia, albo nie finiszowała z 52 książkami na liście to zjadłaby mnie frustracja i ogromne wyrzuty sumienia (już taki mam charakter).
    A to nie o to chodzi, bo czytanie ma być przyjemnością, a nie batem :)
    Pozdrawiam ciepło!

    • To dobrze, że unikasz tego, o czym wiesz, że byłoby dla Ciebie źródłem frustracji – to bardzo zdrowe podejście, gratuluję :)

      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.