Czy Polacy nienawidzą dzieci?

dziecko

Ilekroć jestem na spacerze, zwłaszcza wiosną czy latem, widzę podobny obrazek. Grupa ludzi chodzi sobie po molo lub parku, wielu z nich za towarzyszy ma dzieci. Dzieci te przeważnie chodzą za rękę z dorosłymi albo jeżdżą na rowerkach czy hulajnogach, jedzą lody, małe dziewczynki prowadzą wózki spacerowe, w których za pasażerów robią ich ulubione lalki. Panuje spokój. Nikt nie obdarza nikogo spojrzeniem wyrażającym dezaprobatę, nie wygraża pięściami, nie rzuca obelgami.

Sielanka, prawda? A wiesz, co ją przerywa? Mój powrót do domu i włączenie komputera. Znalezienie w internecie awantury z dzieciakami w roli głównej zajmuje mi średnio nie więcej niż kilka minut. I wtedy coś każe mi się zastanowić: czy ja przypadkiem nie żyję w jakiejś alternatywnej rzeczywistości?

Polska to naród nieprzychylny dzieciom

Tak stwierdzi zawsze przynajmniej jedna osoba pod każdą z wyżej wspomnianych afer, choć wyrazi to różnymi słowami. Tak też było ostatnio, gdy ojciec dwójki dzieci pożalił się na Facebooku, że kierowca próbował wyprosić go z autobusu, bo maluchy, z którymi podróżował płakały. Co prawda sprawa szybko została zbadana, ale co się naczytałam argumentów jednej i drugiej strony, to moje. Przede wszystkim, żadne z napisanych słów nie zostały cofnięte. A więc, do brzegu. Polacy nie lubią dzieci, nienawidzą dzieci, Polska nie jest krajem dla małych ludzi. Na pewno?

Otóż nie 

Tu mogłabym przytoczyć najgłupszy, ale i najprostszy argument: przecież coraz więcej lokali oddanych do użytku publicznego ogłasza się jako prorodzinne. Musiałabym się dłużej zastanowić, czy byłam kiedykolwiek w restauracji, w której nie byłoby kącika z zabawkami dla najmłodszych klientów. Nigdy też nie byłam świadkiem sytuacji, że kelner podszedł i powiedział, że sorry, ale jak z dziećmi, to nie obsłużymy. Kina oferują specjalne seanse dla kilkulatków, a kiedyś nawet mignęła mi oferta dla matek z maluszkami. I tak dalej, i tak dalej. Starczyłoby, żeby przekonać w miarę inteligentną osobę, że to nie tak, że przeszkadzają nam brzdące? Prawdopodobnie starczyłoby.

Chcę jednak zwrócić uwagę na poważniejszą sprawę. Oprócz tego, że życie publiczne coraz bardziej otwiera się na dzieciaki, to tak naprawdę nawet, jeśli wybuchnie jakiś skandal, nie chodzi o nie. Wręcz przeciwnie: w takich chwilach pierwsze skrzypce grają dorośli.

Bo to oni odpowiadają za potomstwo

Nieważne, czy jesteś matką, ciotką, babcią, nauczycielką czy opiekunką. Jeśli zdecydowałaś, że zajmiesz się podlotkiem – wiedz, że masz z tego tytułu obowiązki. W domu czy szkole pilnujesz, żeby młodociany nie zleciał z łóżka/krzesła i nie rozbił sobie głowy albo żeby nie męczył psa, który może go użreć. Ewentualnie żeby sam się nie nażarł kredy. W miejscu publicznym uważasz, żeby nie wpadł pod koła nadjeżdżającego auta i, uwaga, uwaga, dbasz o to, by jego zachowanie dla nikogo nie było uciążliwe!

Dziecko to tylko dziecko

I niech mi nikt nie mówi, że tak nie jest. Ja rozumiem, że można za dzieciakami nie przepadać – niespodzianka, sama jestem jedną z takich osób. Ale nawet tych, którzy uznali, że będą unikać tych małych potworów jak tylko się da, obowiązuje używanie mózgu.

Rozwijam myśl, jeśli jeszcze nie rozumiesz: człowiek do pewnego wieku nie ogarnia świata. Nie wie, co jest dobre, a co złe. Robi to, na co mu się pozwala. I jeśli jakiś berbeć „robi ci na złość”, nie słuchając się i nie wykonując poleceń, to nie dlatego, bo jest podłym gagatkiem, którego podnieca czyjaś złość. On padł ofiarą nieumiejętnego wychowania. Jego opiekunowie najwyraźniej niekoniecznie starają się wskazać mu właściwą drogę postępowania.

Powiedz mi coś…

Czy kiedykolwiek byłeś świadkiem tego, że ktoś żądał, by rodzic z grzecznym, spokojnym dzieckiem opuścił lokal, teren parku, plażę? Ja nie.

Czy kiedykolwiek byłeś świadkiem tego, że tłum zaczął hejtować rodzica, który REAGOWAŁ na złe zachowanie swojego dziecka na środku ulicy? Ja nie.

Czy kiedykolwiek byłeś świadkiem tego, że ktoś się wkurzył, bo dziecko biegało i robiło co chciało, a rodzice mieli to gdzieś, nawet jeśli zwróciło im się uwagę? Ja wiele razy.

Niespodzianka – ta ostatnia sytuacja jest tu kluczowa!

Dziecko może sobie wpaść w zły humor. Wkurzyć się, bo mama odmówiła kupienia balonika. Płakać, bo chce jeszcze pojeździć na huśtawce, a tu próbują je zmusić do powrotu do domu. Naprawdę, dzieciak to nie jest jakiś odrębny gatunek, tylko człowiek jak Ty czy ja i ma prawo do emocji, również tych złych. Ma prawo zrobić coś nie tak. To jest OK!

Natomiast skrajnie nie OK jest sytuacja, gdy nikt na takie rzeczy nie reaguje. Tak, zgadzam się z tym, że takich puszczonych samopas dzikusów jest bardzo dużo. Tylko że to nic nie zmienia. To nadal nie jest ich wina.

Dlatego nie, to nie tak, że Polacy nienawidzą dzieci

Polacy, tak jak większość normalnych ludzi na tym świecie, nienawidzą głupoty i skrajnego egoizmu.

Z kolei tymi cechami wykazują się ZAWSZE ci starsi, rzekomo mądrzejsi i pod każdym względem lepsi od młodszych.

Źródło zdjęcia.

36 Komentarze

  1. Masz rację, to właśnie dorosły odpowiada za dzieciaki, to nie one ponoszą winę za dane zachowanie, a raczej dorosły który nie dopilnował dziecka.

  2. No, wiadomo, że problemy biorą się z tego, że rodzice nie zwracają uwagi na swoje dzieci albo ich bronią przez krytyką obcych, kiedy te robią źle. Tylko że po pierwsze ludzie bardzo często źle do tego podchodzą i winę zrzucają na dzieciaki zamiast na rodziców, a po drugie – dużo ludzi niestety „daje hejtem” tak o, dla zasady, bo za dziećmi nie przepada. Trudno byłoby mi w to uwierzyć, ale znam osoby, które z dziećmi nie są za pan brat i wiem, że reagują dość jednoznacznie na tego typu historie, nawet opowiadane, w których przecież nie zna się kontekstu. Zatem, chociaż w dużej mierze problem jest realny i wypływa od rodziców nie upominających dzieci, nie jest to tak, że dzieciaki (czy też ich rodzice) rzeczywiście się do tego dyskursu przysłużyły.

    • Oczywiście, kwestia wypowiadania się na jakiś temat, mimo że się nie wie, jak było, też jest problemem. Chociażby w przytoczonej na początku wpisu historii pana z dziećmi w autobusie – oświadczenie ZTM pojawiło się dopiero po X godzinach. Przez ten czas ludzie zdążyli już wydać osąd: niektórzy gnoili kierowcę, niektórzy zaś rzucali się z pazurami na rodzica.

      To, że ludzie nie rozumieją, że powinni się burzyć na rodziców, a nie na dzieci, które często najzwyczajniej w świecie nie wiedzą, co robią nie tak, też jest problematyczna. Chociaż ja się chyba z tym aż tak często nie spotykam.

  3. Mimo, iż bardzo nie lubię dzieci, również potrafię w tym temacie zachować zdrowy rozsądek ;) To oczywiste, że większość błędów dzieci, to błędy ich rodziców. I słusznie zauważyłaś, że chodzi tu o egoizm. Ja bym to rozpatrywała także w ten sposób – dużo ludzi decyduje się na potomka „bo tak”. Bo tak się robi. Bo rodzina pyta. No bo kto na starość mi poda coś tam. To nie jest ich świadoma, dojrzała i przemyślana decyzja, tylko uleganie instynktom i egoizmowi właśnie.

  4. I w punkt – świetne uwagi, naprawdę mądrze wyłożone. Mam dziecko, za obcymi nie przepadam, ale najbardziej denerwują mnie nieodpowiedzialni rodzice, którzy nie zwracają uwagi na swoje dzieci, zachowujące się w sposób uciążliwy dla innych.

  5. Zgadzam się z Tobą całkowicie :-) Teatr Dramatyczny w Warszawie ma takie spektakle, że można wziąć swoje dziecko – rodzic spokojnie ogląda przedstawienie, a dzieciaki mają zapewnioną opiekę. Z ddrugiej strony powstają tez restauracje bezdzieckowe i to też jest ok. Bo czy ktoś, kto nie ma ochoty słuchać wrzaskow dzieci na randce czy spotkaniu biznesowym, powinien mieć taką możliwość.

    • Akurat z restauracjami, do których wstępu nie mają dzieci się jeszcze nie spotkałam :) A faktycznie, jest to dobre rozwiązanie.

  6. Zawsze twierdziłam, że nie lubię dzieci. Od kiedy pracuję w restauracji byłam o tym przekonana na dwieście procent. Ale dotarło do mnie, że ja po prostu nie lubię dorosłych, którzy nie potrafią się zająć swoimi dziećmi. Zabierają je na spotkania ze swoimi znajomymi – dzieci się nudzą i zaczynają broić. Nie zwracają na nie uwagi. A już do szału doprowadza mnie całowanie i przytulanie dzieci podczas, gdy robią aferę na całą ulicę. Nie! Jeśli dziecko źle się zachowuje, to należy mu dać znać, że to nie jest dobre i fajne. A wzmacnianie złych zachowań poprzez (jakby nie patrzeć) przytulanie i całowanie (które w zasadzie jest nagrodą w oczach dziecka) to totalna katastrofa… Także podpisuję się pod Twoim artykułem każdą kończyną.

  7. Trochę w tym prawdy trochę nie :) Dziecko dziecku nierówne. Prawda jest taka, że na niektóre zachowania nie należy reagować bo dziecko się nauczy, że może robić co chce bo w ten sposób zwróci uwage.

    • Nie do końca się z Tobą zgodzę. Miejsce publiczne nie jest miejscem odpowiednim do niereagowania na złe zachowanie dziecka…

  8. Nie mam złych doświadczeń ze swoimi dziećmi w miejscach publicznych, nie spotakałam się też z nieprzychylną reakcją w stosunku do nich, ale często mam ochotę zwrócić uwagę rodzicom, kiedy nie reagują w stosownym momencie. To nie dzieci, lecz ich rodzice wychowują je na takie, które potrafią lub nie zachować się adekwatnie do sytuacji. Biorąc nawet pod uwagę ich wiek i stopień zmęczenia. Od zmęczonego dziecka nie można wymagać, żeby siedziało spokojnie, więc w takim przypadku to rodzice powinni zadbać o jego komfort.

    • A mnie ciekawi jeszcze jedna sprawa. Czy rodzic, który nie reaguje na złe zachowanie swojego dziecka w miejscu publicznym, nigdy nie wkurzył się na inne dziecko, które biegało samopas? Nigdy nie pomyślał „a gdzie są rodzice?”?

  9. Wychowywanie dzieci to trudna sztuka, w której trudno zostać mistrzem. Na niewłaściwe zachowanie trzeba reagować; dziecko jest dzieckiem, poznaje reguły właśnie dzięki rodzicom, nauczycielom, opiekunom. Więc jeśli zachowuje się niewłaściwie, należy upomnieć. Niemniej jednak dziecko ma prawo być znudzone i zmęczone i wyrażać to bardzo emocjonalnie -wtedy to już rodzice powinni zastanowić się, czy na pewno jest sens zabierać dzieci ze sobą np. do restauracji, gdzie nie zawsze jest kącik zabaw.

    • Zostać mistrzem – to chyba niemożliwe. Każdy przecież popełnia błędy :) Najważniejsze to się starać i nie mieć dzieci w tyłku, tak mi się wydaje.

      Pod całą resztą Twojego komentarza mogę się podpisać wszystkimi kończynami.

    • Dokładnie. Dopóki nie jest tak, że rodzic nie reaguje na to, co robi jego dziecko, nikt nie powinien stroić fochów. To, że się jest rodzicem małego dziecka nie znaczy, że się ma siedzieć w domu.

Odpowiedz na „~sandraAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.