A gdybyś, zamiast krytykować, zaczął… doceniać?

krytyka

My, Polacy, jesteśmy mistrzami w krytykowaniu. Nieważne, o czym się mówi – nie mamy żadnego problemu z wymyśleniem argumentu na „nie”. Szkoda tylko, że z takim samym zapałem nie potrafimy… doceniać.

Czy docenienie jest trudniejsze? Niekoniecznie…

Zwykłam mówić, że dobra na świecie jest więcej, ale za to zło głośniej krzyczy i dlatego właśnie jest ono częściej i bardziej zauważalne.

Z krytykowaniem i docenianiem jest podobnie. Daję głowę, że jak coś Cię wkurza, to Cię wkurza i kropka. Nie zastanawiasz się, czy nie ma tu tej przysłowiowej „drugiej strony medalu”.

Spróbuj, to nie boli

Popatrz, pokażę Ci:

Nie lubię jesieni, bo jest chłodno i często pada deszcz. Nie zmienia to jednak faktu, że kolorowe liście są piękne, podobnie jak kasztany.

Ostatnio miałam okazję trafić na Szpitalny Oddział Ratunkowy i dość długo czekać na konsultację lekarską. Mam jednak świadomość, że kiedy ja czekałam na swoją kolej, lekarze pomagali komuś, kto tej pomocy potrzebował bardziej niż ja.

Nie jestem fanką wczesnego wstawania. Mimo to – jeśli wiem, że dzięki temu szybciej uporam się z obowiązkami, co pozwoli mi zająć się przyjemnymi rzeczami, to jakoś tak łatwiej znieść niedogodności.

Widzisz? Przy odrobinie wysiłku dobrą stronę zauważysz wszędzie.

Wszystko jest kwestią nastawienia

To Ty decydujesz, jak odbierasz świat. Według mnie najzdrowsza jest postawa neutralna, nastawiona na zauważanie zarówno wad jak i zalet.

Jeśli jesteś niepoprawnym optymistą, istnieje ryzyko, że ludzie zaczną Cię postrzegać jako człowieka naiwnego. No i, niestety – kiedyś się w końcu w jakimś stopniu na tym nastawieniu przejedziesz.

Natomiast regularne wylewanie żółci na otaczającą Cię rzeczywistość może spowodować, że zyskasz łatkę gbura, który nie potrafi się cieszyć z niczego. Muszę Cię zmartwić – z czasem to krytykowanie odbije się też na Twoim zdrowiu. Naprawdę chcesz ryzykować, że sam siebie wpędzisz w jakąś depresję albo inne bagno?

Wszyscy musimy sobie jakoś radzić

Ty, Ty, Ty i ja. Wszyscy zamieszkujemy tę samą planetę i obserwujemy te same rzeczy. Zmagamy się z trudnościami, których nigdy się do końca nie usunie, choćbyśmy nie wiem jaki stopień postępu osiągnęli.

Skoro tak, to może lepiej jest otworzyć się na świat i samemu sobie pomóc? W końcu życie ma się jedno i trochę słabo je marnować na chroniczną złość i smutek.

Źródło zdjęcia.

12 Komentarze

  1. Oj zgadzam się. Świat jest taki, jakim go odbieramy! To kwestia naszego nastawienia. A takie ciągłe malkontectwo i narzekanie jest po prostu bez sensu! Świat jest, jaki jest i tyle. My za to mamy ogromną zdolność obrzydzania go sobie własnymi uwagami. I po co?

  2. Cała prawda. Świat jest tak skonstruowany, że w każdym trudnym momencie swojego życia, możemy dostrzec światełko w tunelu.
    Ja wierzę w optymistyczne podejście do życia. Po burzy przychodzi spokój i po gorszych sytuacjach pojawiają się nowe możliwości :)

  3. Hm. Tak czytam ten post i mam wrażenie, że jestem właśnie taką neutralną osobą. Ale nie, że się tego nauczyłam – mam tak od dziecka. Ktoś wymieniał mi zalety jakiejś rzeczy? Mówiłam „tak, ALE…” i rzucałam kontrargumenty. Ktoś nie mógł skończyć wylewać na coś żółci? Stwierdzałam „Generalnie masz rację, ALE…” i wymieniałam dobre strony. W sumie fajna sprawa, człowiek sam się programuje na pełny obraz sytuacji ALE… no właśnie, zawsze jest jakieś ale. :D W tym wypadku – kiedy ktoś taki jak ja musi podjąć decyzję. Gdy wyliczasz sobie wszystkie zalety, mózg usłużnie podtyka całą listę wad. Postanowisz skupić się na wadach to znów zalety błyszczą jak drogie kamienie. I człowiek siedzi i myśli, myśli, myśli… A otoczenie się dziwi „nad czym się tak zastanawiasz?”. I bądź tu człowieku mądry.
    Podejmowanie decyzji bywa naprawdę trudne, ALE (znowu to ale!) wiesz co? Nie żałuję niczego. :D

    • To też nie tak, że jestem absolutną przeciwniczką narzekania czy krytykowania. Wręcz przeciwnie, czasem człowiek musi powiedzieć, co mu leży na sercu. Nie może być jednak tak, że tego typu postawa to stały element codzienności kogokolwiek.

  4. Podobno w związku jeżeli krytykujemy 2x dziennie to powinniśmy około 10 razy pochwalić. Z moich statystyk, obserwacji naszych rodziców, wójków itp. statystyki są wręcz odwrotne. Kiedyś pokutowało przekonanie wśród kobiet, żeby coś osiągnąć od męża ( naprawa szafki vel pralki) trzeba mówić sarkastycznie, wyśmiewać, mówić że ktoś zrobiłby to lepiej etc. i to „dołowanie” ma skutkować tym że mąż ochoczo zabierze się do pracy :)
    Czym to skutkuje wystarczy zobaczyć na mężczyzn.

Odpowiedz na „~Ela Noga SonrisaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.