Wzloty i upadki 2017 roku, czyli jak tam moje postanowienia?

postanowienia

Równo rok temu opublikowałam na blogu listę rzeczy, których chciałabym dokonać w 2017 roku. To miał być eksperyment – chciałam sprawdzić, czy upublicznienie swoich postanowień noworocznych w internecie sprawi, że będę się starała ich dotrzymać. Czy jesteś ciekaw, co z tego wyszło? Jeśli tak, rozsiądź się wygodnie i czytaj dalej.

W 2017 chciałam…

1. Napisać i obronić pracę licencjacką w najszybszym możliwym terminie

Z dumą mogę napisać – najważniejsze postanowienie tego roku zostało spełnione. Niejednokrotnie się wkurzałam i panikowałam, ale koniec końców: udało się. Pracę udało mi się skończyć pisać jakoś na początku czerwca, a obroniłam się w pierwszym tygodniu lipca.

2. Odciąć się od głupoty ludzkiej

I tu niestety poniosłam klęskę. Wprawdzie doszło już do mnie, że najlepszą metodą walki z hejterem jest olewanie go i niewdawanie się w dyskusje, ale… Niestety nie znaczy to, że nie zdarza mi się obserwować takich internetowych zadym.

3. Wspierać fajne i mądre projekty 

Nie było tego wiele, ale tyle, ile mogłam, zrobiłam. Regularnie starałam się dokładać swoją cegiełkę do internetowych zbiórek na chore dzieciaki – ba, próbowałam w to wciągnąć społeczność na fanpage’u. Wspomogłam schronisko wielkim worem artykułów dla zwierząt. I cały czas myślę, co zrobić jeszcze.

4. Walczyć ze złem

Z ręką na sercu – nie pamiętam, czy w ciągu ostatnich miesięcy wydarzyło się coś, gdzie musiałabym interweniować. A z tego wysnuwam nieśmiały wniosek, że raczej nic takiego nie było.

5. Czytać tyle samo, ile dotychczas albo i więcej

W roku przeczytałam prawie 20 książek mniej niż w zeszłym. Nie ma się jednak co dziwić – pisanie pracy licencjackiej w połączeniu z dostępem do Netflixa i odrobiną lenistwa daje takie właśnie efekty. Mimo wszystko jestem w pełni zadowolona ze swoich czytelniczych dokonań.

6. Oglądać więcej filmów

TAK! Dzięki Netflixowi i jego genialnej ofercie nie było to trudne zadanie. Ba, dzięki tej platformie przekonałam się, że seriale też bywają super, a tych to ja w ogóle wcześniej nie oglądałam!

7. Być otwarta na eksperymenty czytelnicze

Z wahaniem, ale mogę zaliczyć sobie to postanowienie. Dlaczego z wahaniem? Bo jednak nadal głównie czytałam to, co znam i lubię. Sięgałam jednak też po nowych autorów – moim absolutnym numer 1, odkryciem roku jest Jakub Żulczyk. A i przekonałam się, że fantastyka, do której do tej pory podchodziłam jak do jeża, nie gryzie.

8. Pokończyć jak najwięcej tego, co zaczęte 

Z dorobkiem Christie szło dość gładko – obecnie mam mniej niż 40 jej powieści do przeczytania na liście. Z rozpoczętymi seriami już trochę gorzej. Do poprawki w przyszłym roku, zdecydowanie.

9. Pokonać nieśmiałość

Nie udało mi się dotrzeć na See bloggers, jak planowałam, ale… Zaczęłam się udzielać na zajęciach, czego wcześniej unikałam. I nawet mnie to jakoś za bardzo nie stresuje. Zaliczone!

10. Wypracować sobie nawyk regularnego pisania

Kurde, no! Nie, nie i jeszcze raz nie. Czasem myślę, że jest to poza moim zasięgiem. Ale spokojnie, póki co nie mam zamiaru przestawać próbować…

Czy jestem z siebie zadowolona?

Tak. Nie może być inaczej – ja od razu podejrzewałam, że nie wszystkie punkty z listy uda mi się odhaczyć, a niektóre rzeczy będę w stanie zrobić tylko do pewnego stopnia. Perfekcjonistką nie jestem – nie będę się użalać, że mogło być lepiej. Mogło, ale nie jest. Nie traktuję tego jak porażkę – wręcz przeciwnie, przynajmniej mam nad czym pracować w kolejnym roku, nudzić się nie będę.

Pomysł upublicznienia swojej listy postanowień noworocznych bardzo przypadł mi do gustu. Czy powtórzę ten eksperyment? Nie wiem, niczego nie wykluczam. Jeśli wpadnie mi do głowy coś nowego, czego nie było na tej liście – pewnie, czemu nie?

A czy Tobie udało się dotrzymać postanowień na ten rok?

Źródło zdjęcia.

Historie z życia człowieka niskiego (II)

niski człowiek

Wyjście z domu. Zazwyczaj tyle wystarczy, żebym przestała myśleć, że moje życie jest nudne i mało zabawne. No cóż – taki już los osób niskich i obdarzonych dziecięcą urodą. Raz Ci już opowiadałam, co mnie spotyka. Kiedy zajrzałam w statystyki po opublikowaniu tego wpisu, postanowiłam: będzie kontynuacja. A że trudno mi wyobrazić sobie lepszy moment do pośmiania się niż poniedziałek popołudniu…

* * *

Końcówka roku akademickiego, resztki zajęć. Pogoda iście wakacyjna. Postanowiliśmy z kolegami namówić wykładowcę, by ćwiczenia przeprowadził nam na dworze. Zgodził się. No to ja do windy. Nie zdążyłam nawet nacisnąć przycisku przywołującego ten jakże przydatny wynalazek… Bo zrobił to za mnie wykładowca, twierdząc, że „nie był pewien, czy ja sama sięgnę”.

* * *

Dzień przed obroną licencjatu, gadam z siostrą.

Siostra: to jutro pijemy wino?

Wtem głos zabiera jej wpatrujący się we mnie 4,5-letni syn: ale dzieci nie mogą pić wina!

* * *

Znowu synalek siostry. Tym razem chciał wziąć ode mnie z pokoju grę. Pozwoliłam mu, ale patrzę, ta leży na dość wysokim regale i nie jestem pewna, czy młody ją sięgnie. Sięgnął. A ponieważ nasłuchałam i naczytałam się, że dzieci trzeba wzmacniać i chwalić, no to mu mówię, że świetnie sobie poradził, że już jest taki duży i nie potrzebuje pomocy.

W podzięce słyszę: ciociu, przecież ja jestem wyższy od ciebie!

* * *

Szpitalny Oddział Ratunkowy, rejestracja.

- Proszę przygotować PESEL dziecka – usłyszała moja mamuśka.

Chwilę później, na widok mojego dowodu osobistego:

- Jezu, przepraszam!

* * *

Dwa lata temu, próba rozbijania kamieni nerkowych. Boję się leżeć na kozetkach i innych stołach, bo kręci mi się na nich w głowie. Lekarz, który miał przeprowadzić zabieg, najwyraźniej zauważył moją niepewność co do swojej najbliższej przyszłości, bo zagaił:

- Miałaś już kiedyś coś takiego robione? Ile masz w ogóle lat, dziewczynko?

- Dwadzieścia jeden – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Jego minę zapamiętam do końca życia.

* * *

Kolejka do okulisty.

Sprawdzam coś na telefonie. Obok mnie siedzi Mamuśka, a obok niej – Starsza Kobieta. Klikam i klikam, cały czas czując na sobie wzrok Starszej Kobiety. Dyskretnie patrzę, rzeczywiście, gapi się. Wtem…

SK: te dzieci to dzisiaj od maleńkości w tych telefonach…
M: to nie jest dziecko, tylko dorosła kobieta, po prostu tak wygląda.
SK: Taaa… O rany, poważnie? A to przepraszam.

* * *

Kino.

Niska jestem, więc mamuśka poszła zapytać w obsłudze, czy mają może jakieś poduchy, na których można usiąść. I już pal licho, że wróciła z czymś, na widok czego pomyślałam: „Chryste, wiadro!”. Wróciła jeszcze z czymś – z bananem na twarzy. Wiedziałam już, że coś się wydarzyło i że ja i tak się dowiem, więc po co odwlekać – spytałam.

Dowiedziałam się, że pani w obsłudze powiedziała, że owszem, mają specjalne siedziska. I spytała, do jakiej sali potrzebne, do piątki może?

W piątce grali Auta 3. A ja na Voltę poszłam.

* * *

Rzadko, bo rzadko, ale wciąż mi się jeszcze zdarza, że jak idę zjeść na mieście, to nie dostaję menu. Żaden to dla mnie problem, nie obrażam się, tylko z uśmiechem informuję, że jestem dorosła, więc to menu jednak poproszę.

A potem często zamawiam którąś z pozycji dla dzieci. Boże, jak ja żałuję, że w takich chwilach nie mogę czytać w czyichś myślach.

* * *

Grażyna finansów radzi: jesteś niską kobietą i lubisz nosić sukienki? Nie kupuj ich! Zainwestuj w za duży top na ramiączkach. Wyjdzie taniej, a i pójdzie szybciej, bo kiecki w Twoim rozmiarze może nie być, ale ubrań, w których mogłabyś się utopić, takie są duże, to już nie da rady przeoczyć.

* * *

Normalni ludzie zadają sobie pytania w stylu: Jak leci?Co u ciebie słychać?. A mnie koledzy w liceum pytali… jaka pogoda na dole.

Poprzednią partię historii z życia człowieka niskiego znajdziesz tutaj.

Źródło zdjęcia.

10 przypadkowych faktów o mnie

10 faktów

Wbrew temu, co myślą napinacze i osoby krytykujące blogosferę, to nie tak, że blogi czytają tylko rodziny i przyjaciele autorów. I to w dodatku z litości. Nie, nie – w życiu każdego blogera nadchodzi taki czas, kiedy jego pisanie dociera do obcych ludzi. No, chyba że nie dotrwa i skasuje stronę wcześniej. Ale ja dotrwałam.

Dlatego dziś post krótki i przyjemny – 10 przypadkowych faktów o mnie. Niektóre zwykłe, inne mniej, przy niektórych mam nadzieję, że napiszesz mi, że też tak masz, bo będzie nam raźniej razem w tym dziwactwie. No to co, gotów?

10 faktów o mnie

1. Mam nieziemski dystans do swojej niepełnosprawności. I nie umiałabym inaczej. Potrafię się śmiać z tego, że poruszam się na wózku (a raczej: jeżdżę karocą), nie jest to dla mnie niczym dziwnym. Mam też problem z ludźmi, którzy nie rozumieją, że w mojej sytuacji można nie być załamanym.

2. Uwielbiam wszystko, co kolorowe. Im więcej kolorów i im bardziej nasycone są, tym lepiej. Paznokcie, na przykład, zawsze maluję dwoma kontrastującymi ze sobą barwami. Bo jedna to za mało i za nudno.

3. Mimo tego uwielbienia, nie znam się na kolorach. Mam tu na myśli nazwy poszczególnych odcieni. Dla mnie niebieski jest niebieski, może być ewentualnie jasny lub ciemny, i tak dalej, i tak dalej. Do dzisiaj nie mam pojęcia, co to jest, u licha, kolor miętowy.

4. Nie lubię kłaść się spać. Robię to dopiero wtedy, kiedy jestem półżywa ze zmęczenia, co następuje zwykle koło 1-2 w nocy. I chociaż generalnie uważam, że na spokojnie wystarczy mi 5 godzin snu, to nie, nie wstaje mi się dobrze o 6.00 rano. Najwcześniejsza pora, którą akceptuję, to 8.

5. Kocham pisać ręcznie. Ale wyłącznie czarnym żelopisem. Niebieskich długopisów nie cierpię tak, że nawet ciężko mi je utrzymać w ręce, a piszę nimi paskudnie.

6. W 2014 roku przez 2 miesiące studiowałam… filozofię. A potem zmądrzałam i przeniosłam się na polonistykę. Na której, na pierwszym roku, miałam „kampanię wrześniową” z… a jakże, filozofii!

7. Nie lubię komedii romantycznych. A tak prawdę mówiąc, to pasjami unikam wszelkich filmów czy książek o miłości. Chyba że to klasyka, to nie, bo np. Jane Austen wielbię.

8. Czytanie to u mnie cały proces, a nie prosta czynność. To jest tak: wybieram książkę z półki Chcę przeczytać na LC, oznaczam ją jako teraz czytaną, a na jej miejsce do tych, które chcę przeczytać, dołącza kolejna, na zastępstwo. Wszystkie te dane przenoszę do specjalnego zeszytu (prowadzonego, a jakże, czarnym żelopisem). Kiedy kończę czytać książkę, wykreślam ją z listy w zeszycie. Półka Chcę przeczytać zawsze liczy u mnie 235 pozycji.

9. Przez tę listę książek nie umiem czytać spontanicznie. Nie pójdę do biblioteki czy księgarni bez wytycznych, co ja teraz chcę przeczytać. Zanim wyjdę do wypożyczalni, sprawdzę w katalogu online, czy aby na pewno dane pozycje są dostępne w konkretnej filii. Ale dla pewności i tak wezmę ze sobą wyżej wspomniany zeszyt, bo przecież ktoś może być szybszy o pół sekundy i wypożyczyć to, na co czaję się ja, a mnie naprawdę nie bawi latanie między regałami przez godziny.

10. Praktycznie w ogóle nie chodzę do kina. Zdarza mi się raz na pół roku, nawet rzadziej. Wkurza mnie to, że 90% repertuaru zwykle stanowią bajki dla dzieci. Nie ubolewam jednak – Netflix rekompensuje mi straty.

No to co, mamy ze sobą coś wspólnego?

Źródło zdjęcia.