Historie z życia człowieka niskiego (II)

niski człowiek

Wyjście z domu. Zazwyczaj tyle wystarczy, żebym przestała myśleć, że moje życie jest nudne i mało zabawne. No cóż – taki już los osób niskich i obdarzonych dziecięcą urodą. Raz Ci już opowiadałam, co mnie spotyka. Kiedy zajrzałam w statystyki po opublikowaniu tego wpisu, postanowiłam: będzie kontynuacja. A że trudno mi wyobrazić sobie lepszy moment do pośmiania się niż poniedziałek popołudniu…

* * *

Końcówka roku akademickiego, resztki zajęć. Pogoda iście wakacyjna. Postanowiliśmy z kolegami namówić wykładowcę, by ćwiczenia przeprowadził nam na dworze. Zgodził się. No to ja do windy. Nie zdążyłam nawet nacisnąć przycisku przywołującego ten jakże przydatny wynalazek… Bo zrobił to za mnie wykładowca, twierdząc, że „nie był pewien, czy ja sama sięgnę”.

* * *

Dzień przed obroną licencjatu, gadam z siostrą.

Siostra: to jutro pijemy wino?

Wtem głos zabiera jej wpatrujący się we mnie 4,5-letni syn: ale dzieci nie mogą pić wina!

* * *

Znowu synalek siostry. Tym razem chciał wziąć ode mnie z pokoju grę. Pozwoliłam mu, ale patrzę, ta leży na dość wysokim regale i nie jestem pewna, czy młody ją sięgnie. Sięgnął. A ponieważ nasłuchałam i naczytałam się, że dzieci trzeba wzmacniać i chwalić, no to mu mówię, że świetnie sobie poradził, że już jest taki duży i nie potrzebuje pomocy.

W podzięce słyszę: ciociu, przecież ja jestem wyższy od ciebie!

* * *

Szpitalny Oddział Ratunkowy, rejestracja.

- Proszę przygotować PESEL dziecka – usłyszała moja mamuśka.

Chwilę później, na widok mojego dowodu osobistego:

- Jezu, przepraszam!

* * *

Dwa lata temu, próba rozbijania kamieni nerkowych. Boję się leżeć na kozetkach i innych stołach, bo kręci mi się na nich w głowie. Lekarz, który miał przeprowadzić zabieg, najwyraźniej zauważył moją niepewność co do swojej najbliższej przyszłości, bo zagaił:

- Miałaś już kiedyś coś takiego robione? Ile masz w ogóle lat, dziewczynko?

- Dwadzieścia jeden – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Jego minę zapamiętam do końca życia.

* * *

Kolejka do okulisty.

Sprawdzam coś na telefonie. Obok mnie siedzi Mamuśka, a obok niej – Starsza Kobieta. Klikam i klikam, cały czas czując na sobie wzrok Starszej Kobiety. Dyskretnie patrzę, rzeczywiście, gapi się. Wtem…

SK: te dzieci to dzisiaj od maleńkości w tych telefonach…
M: to nie jest dziecko, tylko dorosła kobieta, po prostu tak wygląda.
SK: Taaa… O rany, poważnie? A to przepraszam.

* * *

Kino.

Niska jestem, więc mamuśka poszła zapytać w obsłudze, czy mają może jakieś poduchy, na których można usiąść. I już pal licho, że wróciła z czymś, na widok czego pomyślałam: „Chryste, wiadro!”. Wróciła jeszcze z czymś – z bananem na twarzy. Wiedziałam już, że coś się wydarzyło i że ja i tak się dowiem, więc po co odwlekać – spytałam.

Dowiedziałam się, że pani w obsłudze powiedziała, że owszem, mają specjalne siedziska. I spytała, do jakiej sali potrzebne, do piątki może?

W piątce grali Auta 3. A ja na Voltę poszłam.

* * *

Rzadko, bo rzadko, ale wciąż mi się jeszcze zdarza, że jak idę zjeść na mieście, to nie dostaję menu. Żaden to dla mnie problem, nie obrażam się, tylko z uśmiechem informuję, że jestem dorosła, więc to menu jednak poproszę.

A potem często zamawiam którąś z pozycji dla dzieci. Boże, jak ja żałuję, że w takich chwilach nie mogę czytać w czyichś myślach.

* * *

Grażyna finansów radzi: jesteś niską kobietą i lubisz nosić sukienki? Nie kupuj ich! Zainwestuj w za duży top na ramiączkach. Wyjdzie taniej, a i pójdzie szybciej, bo kiecki w Twoim rozmiarze może nie być, ale ubrań, w których mogłabyś się utopić, takie są duże, to już nie da rady przeoczyć.

* * *

Normalni ludzie zadają sobie pytania w stylu: Jak leci?Co u ciebie słychać?. A mnie koledzy w liceum pytali… jaka pogoda na dole.

Poprzednią partię historii z życia człowieka niskiego znajdziesz tutaj.

Źródło zdjęcia.

10 przypadkowych faktów o mnie

10 faktów

Wbrew temu, co myślą napinacze i osoby krytykujące blogosferę, to nie tak, że blogi czytają tylko rodziny i przyjaciele autorów. I to w dodatku z litości. Nie, nie – w życiu każdego blogera nadchodzi taki czas, kiedy jego pisanie dociera do obcych ludzi. No, chyba że nie dotrwa i skasuje stronę wcześniej. Ale ja dotrwałam.

Dlatego dziś post krótki i przyjemny – 10 przypadkowych faktów o mnie. Niektóre zwykłe, inne mniej, przy niektórych mam nadzieję, że napiszesz mi, że też tak masz, bo będzie nam raźniej razem w tym dziwactwie. No to co, gotów?

10 faktów o mnie

1. Mam nieziemski dystans do swojej niepełnosprawności. I nie umiałabym inaczej. Potrafię się śmiać z tego, że poruszam się na wózku (a raczej: jeżdżę karocą), nie jest to dla mnie niczym dziwnym. Mam też problem z ludźmi, którzy nie rozumieją, że w mojej sytuacji można nie być załamanym.

2. Uwielbiam wszystko, co kolorowe. Im więcej kolorów i im bardziej nasycone są, tym lepiej. Paznokcie, na przykład, zawsze maluję dwoma kontrastującymi ze sobą barwami. Bo jedna to za mało i za nudno.

3. Mimo tego uwielbienia, nie znam się na kolorach. Mam tu na myśli nazwy poszczególnych odcieni. Dla mnie niebieski jest niebieski, może być ewentualnie jasny lub ciemny, i tak dalej, i tak dalej. Do dzisiaj nie mam pojęcia, co to jest, u licha, kolor miętowy.

4. Nie lubię kłaść się spać. Robię to dopiero wtedy, kiedy jestem półżywa ze zmęczenia, co następuje zwykle koło 1-2 w nocy. I chociaż generalnie uważam, że na spokojnie wystarczy mi 5 godzin snu, to nie, nie wstaje mi się dobrze o 6.00 rano. Najwcześniejsza pora, którą akceptuję, to 8.

5. Kocham pisać ręcznie. Ale wyłącznie czarnym żelopisem. Niebieskich długopisów nie cierpię tak, że nawet ciężko mi je utrzymać w ręce, a piszę nimi paskudnie.

6. W 2014 roku przez 2 miesiące studiowałam… filozofię. A potem zmądrzałam i przeniosłam się na polonistykę. Na której, na pierwszym roku, miałam „kampanię wrześniową” z… a jakże, filozofii!

7. Nie lubię komedii romantycznych. A tak prawdę mówiąc, to pasjami unikam wszelkich filmów czy książek o miłości. Chyba że to klasyka, to nie, bo np. Jane Austen wielbię.

8. Czytanie to u mnie cały proces, a nie prosta czynność. To jest tak: wybieram książkę z półki Chcę przeczytać na LC, oznaczam ją jako teraz czytaną, a na jej miejsce do tych, które chcę przeczytać, dołącza kolejna, na zastępstwo. Wszystkie te dane przenoszę do specjalnego zeszytu (prowadzonego, a jakże, czarnym żelopisem). Kiedy kończę czytać książkę, wykreślam ją z listy w zeszycie. Półka Chcę przeczytać zawsze liczy u mnie 235 pozycji.

9. Przez tę listę książek nie umiem czytać spontanicznie. Nie pójdę do biblioteki czy księgarni bez wytycznych, co ja teraz chcę przeczytać. Zanim wyjdę do wypożyczalni, sprawdzę w katalogu online, czy aby na pewno dane pozycje są dostępne w konkretnej filii. Ale dla pewności i tak wezmę ze sobą wyżej wspomniany zeszyt, bo przecież ktoś może być szybszy o pół sekundy i wypożyczyć to, na co czaję się ja, a mnie naprawdę nie bawi latanie między regałami przez godziny.

10. Praktycznie w ogóle nie chodzę do kina. Zdarza mi się raz na pół roku, nawet rzadziej. Wkurza mnie to, że 90% repertuaru zwykle stanowią bajki dla dzieci. Nie ubolewam jednak – Netflix rekompensuje mi straty.

No to co, mamy ze sobą coś wspólnego?

Źródło zdjęcia.

Moje ulubione profile na Facebooku

image

Jakiś czas temu postanowiłam wziąć się za porządki na swoim facebookowym koncie. Co to oznacza? Że cofam polubienia tych profili, które kiedyś z jakichś względów zrobiły na mnie wrażenie, a z którymi dzisiaj totalnie się nie identyfikuję. Dziennie wychodzi tego naprawdę sporo! Przy okazji zauważyłam ciekawą rzecz: na tym portalu cholernie trudno jest zrobić coś na poważnie. Spokojnie ponad 50% wszystkich fanpejdży to wylęgarnia beki i żartów na mniej lub bardziej żenującym poziomie.

Jednak dzisiaj nie o tych stronach, które ogłupiają albo nudzą. Dzisiaj wręcz przeciwnie: opowiem Ci o profilach trzymających poziom. Gotowy?

Moje ulubione profile na Facebooku

Anna Starmach

Ania jest według mnie drugą – zaraz po Filipie Chajzerze – najbardziej roześmianą osobą znaną z TV. Nie gwiazdorzy, nie jest opryskliwa, za to błyszczy zębami, szczerząc je w pięknym uśmiechu i niemal dla każdego ma dobre słowo. Dla swoich obserwatorów na Facebooku Ania ma coś jeszcze: przepisy swojego autorstwa na smaczne dania. A jeśli niejadek taki jak ja uważa coś za smaczne, to uwierz, coś w tym musi być.

Regres osobisty

No dobra, jak się przegląda Regres, to rzeczywiście trochę śmieszki-heheszki, jest fajnie i w ogóle, ale ja ten profil uwielbiam. Bo tak się składa, że wszelkich coachów i ich biadolenia o rozwoju mam zwyczajnie coraz bardziej dosyć. Znaczy, dobra: praca nad sobą i odnoszenie sukcesów to nic złego, ale tego wszystkiego zrobiło się po prostu za dużo. Dzisiaj nie pozwala się ludziom na zwyczajność, dzisiaj wszyscy mamy być królami życia. Blech.

Kampania Przeciw Homofobii

Piękna inicjatywa. Zanim się oburzysz: ja naprawdę rozumiem, że możesz nie lubić homoseksualistów. Nie każdego na tym świecie trzeba kochać, mnie też różne zachowania rażą i mi przeszkadzają. Tylko że żyjmy i dajmy żyć innym. Nie chcesz? Nie patrz i się nie interesuj tym, co robi inny człowiek. A już na pewno nie startuj do niego z obraźliwymi słowami czy rękoczynami. Poza tym, w XXI wieku tolerancja powinna być na naprawdę wysokim poziomie.

SiePomaga

Do profilu tej organizacji mam stosunek mieszany, tak jak mieszany jest jej charakter. Z jednej strony: jest cholernie smutno, bo widać na nim dużo ludzkiego cierpienia, więc człowiek nie bardzo chce się temu przyglądać. Z drugiej jest tam tyle osób gotowych pomóc, że to aż dech zapiera, tak jest piękne. No i nie zapominajmy o zbiórkach, które kończą się szczęśliwie. O chorych, którzy dzięki pomocy bliźnim mają szansę wyzdrowieć i żyć.

A jakie profile na Facebooku lubisz przeglądać Ty?

Źródło zdjęcia.