Misja: uciszyć hejtera. Broń: chwilowo nieodpowiednia

nienawiść

Media codziennie krzyczą do nas o śmierci. Tu zdarzy się jakiś tragiczny wypadek, tam kogoś pokona choroba, a jeszcze gdzie indziej ktoś zostanie zabity. Nie ma znaczenia, czy zmarły był osobą znaną, czy nie – jeśli odejdzie „odpowiednio spektakularnie”, to się o tym dowiemy.

W takich sytuacjach ZAWSZE dzieją się te same rzeczy. Pod każdym artykułem donoszącym o tragedii znajdzie się przynajmniej jeden oszołom, który doniesienie skomentuje słowami w stylu: Dobrze mu tak. A z kolei temu trollowi zaczną odpisywać inni ludzie – ci, którzy służą moralności. I nigdy, ale to nigdy nic z tego nie wynika. Zwłaszcza nic dobrego.

Nie umiemy walczyć z hejtem

Teza smutna, ale prawdziwa i nie do obalenia. Niby wiemy, że jest problem, niby zdajemy sobie sprawę, że trzeba coś na to zaradzić. Tylko co z tego? Każda internetowa zadyma pokazuje jasno: my nie wiemy, z czym walczymy, nie rozumiemy tego. A bez wiedzy o wrogu trudno go zwalczyć. Ba, powiem prosto z mostu: póki co, to my się sami skazujemy na porażkę. Wszystko z prostego powodu…

Traktujemy trolla jak dziecko, które trzeba wychować

Właśnie dlatego wchodzimy z nim w dyskusję i za pomocą różnych środków językowych próbujemy mu pokazać, że jego zachowanie jest złe. A przecież to nie tak, że on nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi. Wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z kimś cholernie inteligentnym i sprytnym.

Każdej akcji towarzyszy reakcja

Troll doskonale zna tę zasadę i to nią się kieruje przy każdym swoim ataku. Nam może się wydawać, że w końcu go zakrzyczymy, że przeprosi za swoje zachowanie albo przynajmniej zamilknie na wieki i problem zniknie. Niespodzianka: NIE! Chodzi o to, by jak najwięcej osób się burzyło i reagowało. Rozumiesz? Widzisz już, że strzelamy gola do własnej bramki?

Spokojnie, jest na to rada

Jeśli już zdążyłeś się załamać i zacząłeś się zastanawiać, jak się pogodzić z porażką, przychodzę na ratunek. To nie jest tak, że z hejtem w sieci nie da się wygrać i będzie coraz gorzej. Jeśli zmienimy strategię działania, mamy realną szansę na zmniejszenie, o ile nie całkowite pozbycie się mowy nienawiści.

Więc co robić, jak żyć?

Bardzo prosto:

Niech portale internetowe przestaną publikować kolejne artykuły o ataku hejterów.

Niech ludzie nie udostępniają takich treści.

Niech ci mądrzejsi naprawdę będą mądrzejsi i nie reagują na zaczepki.

Zamiast siać jeszcze większy zamęt, działajmy po cichu

Po cichu zgłaszajmy obraźliwe komentarze do administratorów poszczególnych stron.

Po cichu róbmy screeny.

Po cichu pozywajmy do sądu.

Zrozummy wreszcie, że jeśli cokolwiek ma złamać trolla, to tylko cisza i konsekwencje, których się nie spodziewa.

Źródło zdjęcia.

Jak zmarnować potencjał, czyli historia (nie)pilnowanego drinka

drink

„Mądra dziewczynka pilnuje drinka”. To zdanie zyskało w ostatnich dniach popularność dzięki grafice, którą zamieścił na profilu Główny Inspektorat Sanitarny. Na reakcję ludzi nie trzeba było długo czekać. Jak to często bywa w takich przypadkach, społeczeństwo podzieliło się na dwie grupy. Jedna to osoby, które popierają inicjatywę, szeregi drugiej zaś zasilają ci, którzy jedyne, co poczuli, to wkurzenie. Jak było ze mną? Początkowo bez zastanowienia stanęłam murem za tymi oburzonymi. A potem pomyślałam, trochę nawet pogadałam z innymi ludźmi i… Nie stoję już po żadnej ze stron. Bo tak się składa, że obie mają trochę racji. Zastanawiasz się, jak to możliwe? Czytaj dalej, w tym poście wyjaśnię Ci wszystko najlepiej, jak tylko potrafię.

Na początek pozytywy…

Po pierwsze: intencje

Intencje były dobre i nikt nie powie mi, że nie. Jeśli ktoś decyduje się na dodanie takiej przestrzegającej przed niebezpieczeństwem grafiki, to nie może mieć na myśli nic złego. Nawet, jeśli z całego pomysłu wyszedł syf, bo nikt nie przemyślał dokładnie tego, jak go zrealizować.

Po drugie: przesłanie

Tak, mój drogi, dobrze czytasz. Przesłanie jest bardzo w porządku. Naturalne dla nas jest, że tego typu odzywki jednoznacznie kojarzymy z gwałtem i dorabiamy do tego dalszy ciąg, co kończy się na obelgach kierowanych do tych, którzy w ogóle śmieli się odezwać. A tymczasem mam wrażenie, że posunęliśmy się za daleko. Kiedy przyjrzałam się sprawie bliżej, przyszła mi do głowy myśl: a co, jeśli chodziło tu tylko o to, by nauczyć ludzi, żeby dbali o swoje bezpieczeństwo? Co, jeśli ktoś chciał zwyczajnie nami potrząsnąć i powiedzieć: Człowieku, jesteś za siebie odpowiedzialny i masz wpływ na to, co się dzieje? Pytam więc ja: skoro uczymy dzieci, żeby nie rozmawiały z obcymi i uważamy to za normalne, to dlaczego burzymy się o dobrą radę skierowaną do nas, osób dorosłych?

A teraz spójrzmy na to, co tu nie zagrało…

Po pierwsze: sama grafika 

Rysunek jest po prostu słaby, byle jaki. Naprawdę, żyjemy w takich czasach, że można byłoby to zrobić o wiele lepiej. Trzeba tylko chcieć i poświęcić nieco więcej czasu.

Po drugie: sposób przekazania informacji

No proszę Cię – „DZIEWCZYNKA”?! Do dorosłej kobiety? Naprawdę? 

No, jakby Ci to powiedzieć… Nie. Dziewczynka to dziecko. A jedyny drink, na jaki może pozwolić sobie dziecko, to sok owocowy rozcieńczony wodą, tą bez kreski nad „o”.

„Dziewczynka” kierowana do dorosłej kobiety brzmi ironicznie i obraźliwie. Nie pomogą tu nawet tłumaczenia, że „to tylko tak, żeby się rymowało”. Hasła wymyślane do wszelkiego rodzaju akcji powinny być starannie opracowywane. A ci, którzy się tym zajmują, mają psi obowiązek zastanowić się parę razy, zanim coś zatwierdzą. Nie umiesz wymyślić inteligentnego rymu? Odpuść i zrób to jakoś inaczej. Wiem, że fajnie, jak slogany łatwo wpadają w ucho, ale jeszcze fajniej jest wtedy, gdy łatwo wpadające w ucho zdania dodatkowo są mądre i nikogo nie obrażają.

Po trzecie: interpretacja

Jak chodziłam do szkoły, to z całego serca nienawidziłam kluczy odpowiedzi, w które trzeba się było wstrzelić. Teraz też nie cierpię, kiedy ktoś próbuje mi narzucić, jak mam coś rozumieć, co o czymś sądzić. Dlatego sama też nie będę tak postępować. Masz swój mózg, swoją moralność, swoje granice i to Ty decydujesz, jak coś odbierasz.

I właśnie tu rodzi się podstawowy problem.

Jedni nie zobaczą w zdaniu „Mądra dziewczynka pilnuje drinka” niczego złego. Jeszcze inni – na przykład ja – zauważą pewien związek przyczynowo-skutkowy. Skoro mądra dziewczynka pilnuje drinka, to nic się jej nie stanie, tak? A jeśli jest głupia. to nie pilnuje, więc z łatwością można zrobić jej krzywdę, co więcej… Sama jest sobie winna. Z kolei o tym, czy głupota lub jakikolwiek inny czynnik powoduje, że można skrzywdzić kobietę, pisałam tu.

Podsumowując…

Miało być pięknie, wyszło jak zwykle.

Jestem zwolenniczką edukowania ludzi, pokazywania im, że mają spory wpływ na to, co ich spotyka.

Podoba mi się pomysł uświadamiania kobiet, że to, że żaden zboczeniec nie ma prawa ich dotknąć bez ich zgody, nie znaczy, że mogą mieć w nosie podstawowe zasady bezpieczeństwa.

Tylko że, do licha, róbmy to wszystko w odpowiedni sposób! Na spokojnie, cierpliwie. Używając mocnych argumentów, a nie sięgając po zdania, które można uznać za obraźliwe.

GIS tego wszystkiego nie zrobił. GIS poszedł na łatwiznę. Co z tego wyszło? Dużo wkurzonych i urażonych ludzi. I potencjał, który poległ w boju.

Czy było warto? Coś mi się wydaje, że niekoniecznie.

Źródło zdjęcia.

Jak polubić czytanie? Poradnik dla opornych

książka

Cześć, mam na imię Daria i jestem nałogową czytelniczką. Czytam niemal wszystko, co mi wpadnie w ręce – książki grube, cienkie, klasykę, czytadła, historie cieszące się ogólnym szacunkiem na świecie jak i te, na które często się narzeka. Doskonale pamiętam początek tej pięknej przygody – miałam około 7 lat, a w polskich księgarniach pojawiła się pierwsza część Harry’ego Pottera. Od tamtej pory minęło prawie 16 lat, a ja nie wyobrażam sobie swojego życia bez literatury.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy, tak jak ja, nawyk sięgania po książkę wykształcił sobie w dzieciństwie. Dosyć regularnie od osób w mniej więcej moim wieku lub nawet dużo starszych słyszę dwa pytania: Jak można tyle czytać?! Jak można w ogóle lubić czytać?!

No właśnie. Jak można lubić czytać? Czy ktoś, kto nie miał „odpowiednich wzorców” za dzieciaka, jest już na tym polu stracony i nigdy czytać nie będzie, a jeśli już, to nie będzie odczuwał z tej czynności przyjemności? Dziś postaram się odpowiedzieć na to pytanie. Przed Tobą…

Jak polubić czytanie? Poradnik dla opornych

Nie da się ukryć – osoby od małego zaznajamiane z książkami (czy w ogóle z czymkolwiek) są na nieco lepszej pozycji niż ci, którzy zaczynają od zera już jako dorośli. Nie znaczy to jednak, że ci drudzy nie mają po co się starać i próbować polubić czytania. Bo, mój drogi, czytanie to nawyk. A nawyk można starać się wyrobić w każdym momencie życia, wystarczy tylko zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Jak? Pokażę Ci.

Na początek…

Uświadom sobie, że nie musi Ci się udać

Tylko nie zrozum mnie źle: to świetnie, że nagle poczułeś potrzebę obcowania ze słowem pisanym, cieszę się, że chcesz tego spróbować. Tylko że wcale nie musisz odnieść sukcesu. Pamiętaj, że czym innym jest wykształcenie nawyku, a czym innym autentycznie odczuwana przyjemność z czytania. Inaczej mówiąc, może się nauczysz regularnie sięgać po książkę, ale zorientujesz się, że robisz to mechanicznie, byleby odhaczyć. Bez sensu, co? Ale nie przejmuj się: ludzie mają różne hobby i różnych rzeczy robić nie lubią. Mogą sobie wybrać, czym się zajmują. Ty też możesz. I jeśli poczujesz, że czytanie naprawdę nie jest dla Ciebie, odpuść, bo po co się zmuszać? Przecież i tak, poza frustracją, nic byś z tego nie miał.

Nie katuj się limitami 

Jeśli dopiero zaczynasz obcowanie z książkami, zapomnij o limitach pod tytułem przeczytam 3 książki tygodniowo czy będę czytał 100 stron dziennie, codziennie. Na coś takiego będziesz miał czas później, jak już się zagłębisz w temat i naprawdę będziesz to lubił. Wcześniej taka postawa może Cię tylko zdołować: nikt przecież nie czuje się komfortowo z batem nad głową. Uczucie, że plany znowu wzięły w łeb też nie jest najprzyjemniejsze.

Nie porównuj się z innymi

Nie zwracaj uwagi na to, że Twoja koleżanka czyta setki książek rocznie, kilkanaście miesięcznie, a przeczytanie 100 stron to dla niej mniej niż godzinka roboty. Osoby z takimi „wynikami” to już typowe mole książkowe, zupełnie inna liga. Naprawdę na samym początku przekonywania się do książek nie potrzebujesz takich bodźców. Skup się na sobie: jeśli miesięcznie jesteś w stanie przeczytać tylko jedną, średniej długości powieść, to to jest OK. Na „zawyżanie statystyk” będziesz miał masę czasu kiedy indziej.

A kiedy zastosujesz się do powyższych wskazówek… 

Pytaj

Pytaj bliskich znajomych i przyjaciół o rekomendacje książkowe. Zainteresuj się tym, co czytają, niech Ci coś polecą – być może znajdziesz coś dla siebie. Jeśli nie masz wokół osób czytających albo nie chcesz im zawracać głowy, nie szkodzi. Możesz pozapisywać się do grup czytelniczych na Facebooku i spytać o radę, na pewno ktoś Ci pomoże.

Orientuj się sam

Bo nie można polegać tylko na słowach innych ludzi. I tu możliwości są dwie, ale za to rozległe. Możesz przejść się do pobliskiej biblioteki lub księgarni i posprawdzać, co stoi na regałach. Na tylnych okładkach wielu książek znajdują się skrótowe opisy fabuły, co jest pomocne nawet dla tych wprawionych czytelników, którzy już wiedzą, czego szukają. Jeśli nie chcesz wychodzić z domu, zrób to samo, co zrobiłbyś w wypożyczalni, tylko że online. W tym celu polecam wyszukiwarkę jakiegoś portalu czytelniczego, na przykład Lubimy czytać. Jest ogólnodostępna, nie musisz mieć nawet konta. Po prostu wybierasz sobie gatunek i sprawdzasz, co w trawie piszczy. A jeśli już o gatunkach mowa…

Zastanów się, co lubisz

Niech zgadnę: jeśli nie czytasz książek, to pewnie oglądasz filmy albo jakieś seriale, prawda? To spróbuj tak: zastanów się, jakie produkcje oglądasz najchętniej. Kryminały? Historyczne? Fantastyczne? Kiedy już to określisz, to po prostu… Szukaj książek w tych klimatach. Fajnie byłoby, gdybyś trafił na pozycję, której ekranizację już oglądałeś i Ci się podobała.

Czy znasz jakieś inne sposoby na polubienie czytania? 

Źródło zdjęcia.