Jak polubić czytanie? Poradnik dla opornych

książka

Cześć, mam na imię Daria i jestem nałogową czytelniczką. Czytam niemal wszystko, co mi wpadnie w ręce – książki grube, cienkie, klasykę, czytadła, historie cieszące się ogólnym szacunkiem na świecie jak i te, na które często się narzeka. Doskonale pamiętam początek tej pięknej przygody – miałam około 7 lat, a w polskich księgarniach pojawiła się pierwsza część Harry’ego Pottera. Od tamtej pory minęło prawie 16 lat, a ja nie wyobrażam sobie swojego życia bez literatury.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy, tak jak ja, nawyk sięgania po książkę wykształcił sobie w dzieciństwie. Dosyć regularnie od osób w mniej więcej moim wieku lub nawet dużo starszych słyszę dwa pytania: Jak można tyle czytać?! Jak można w ogóle lubić czytać?!

No właśnie. Jak można lubić czytać? Czy ktoś, kto nie miał „odpowiednich wzorców” za dzieciaka, jest już na tym polu stracony i nigdy czytać nie będzie, a jeśli już, to nie będzie odczuwał z tej czynności przyjemności? Dziś postaram się odpowiedzieć na to pytanie. Przed Tobą…

Jak polubić czytanie? Poradnik dla opornych

Nie da się ukryć – osoby od małego zaznajamiane z książkami (czy w ogóle z czymkolwiek) są na nieco lepszej pozycji niż ci, którzy zaczynają od zera już jako dorośli. Nie znaczy to jednak, że ci drudzy nie mają po co się starać i próbować polubić czytania. Bo, mój drogi, czytanie to nawyk. A nawyk można starać się wyrobić w każdym momencie życia, wystarczy tylko zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Jak? Pokażę Ci.

Na początek…

Uświadom sobie, że nie musi Ci się udać

Tylko nie zrozum mnie źle: to świetnie, że nagle poczułeś potrzebę obcowania ze słowem pisanym, cieszę się, że chcesz tego spróbować. Tylko że wcale nie musisz odnieść sukcesu. Pamiętaj, że czym innym jest wykształcenie nawyku, a czym innym autentycznie odczuwana przyjemność z czytania. Inaczej mówiąc, może się nauczysz regularnie sięgać po książkę, ale zorientujesz się, że robisz to mechanicznie, byleby odhaczyć. Bez sensu, co? Ale nie przejmuj się: ludzie mają różne hobby i różnych rzeczy robić nie lubią. Mogą sobie wybrać, czym się zajmują. Ty też możesz. I jeśli poczujesz, że czytanie naprawdę nie jest dla Ciebie, odpuść, bo po co się zmuszać? Przecież i tak, poza frustracją, nic byś z tego nie miał.

Nie katuj się limitami 

Jeśli dopiero zaczynasz obcowanie z książkami, zapomnij o limitach pod tytułem przeczytam 3 książki tygodniowo czy będę czytał 100 stron dziennie, codziennie. Na coś takiego będziesz miał czas później, jak już się zagłębisz w temat i naprawdę będziesz to lubił. Wcześniej taka postawa może Cię tylko zdołować: nikt przecież nie czuje się komfortowo z batem nad głową. Uczucie, że plany znowu wzięły w łeb też nie jest najprzyjemniejsze.

Nie porównuj się z innymi

Nie zwracaj uwagi na to, że Twoja koleżanka czyta setki książek rocznie, kilkanaście miesięcznie, a przeczytanie 100 stron to dla niej mniej niż godzinka roboty. Osoby z takimi „wynikami” to już typowe mole książkowe, zupełnie inna liga. Naprawdę na samym początku przekonywania się do książek nie potrzebujesz takich bodźców. Skup się na sobie: jeśli miesięcznie jesteś w stanie przeczytać tylko jedną, średniej długości powieść, to to jest OK. Na „zawyżanie statystyk” będziesz miał masę czasu kiedy indziej.

A kiedy zastosujesz się do powyższych wskazówek… 

Pytaj

Pytaj bliskich znajomych i przyjaciół o rekomendacje książkowe. Zainteresuj się tym, co czytają, niech Ci coś polecą – być może znajdziesz coś dla siebie. Jeśli nie masz wokół osób czytających albo nie chcesz im zawracać głowy, nie szkodzi. Możesz pozapisywać się do grup czytelniczych na Facebooku i spytać o radę, na pewno ktoś Ci pomoże.

Orientuj się sam

Bo nie można polegać tylko na słowach innych ludzi. I tu możliwości są dwie, ale za to rozległe. Możesz przejść się do pobliskiej biblioteki lub księgarni i posprawdzać, co stoi na regałach. Na tylnych okładkach wielu książek znajdują się skrótowe opisy fabuły, co jest pomocne nawet dla tych wprawionych czytelników, którzy już wiedzą, czego szukają. Jeśli nie chcesz wychodzić z domu, zrób to samo, co zrobiłbyś w wypożyczalni, tylko że online. W tym celu polecam wyszukiwarkę jakiegoś portalu czytelniczego, na przykład Lubimy czytać. Jest ogólnodostępna, nie musisz mieć nawet konta. Po prostu wybierasz sobie gatunek i sprawdzasz, co w trawie piszczy. A jeśli już o gatunkach mowa…

Zastanów się, co lubisz

Niech zgadnę: jeśli nie czytasz książek, to pewnie oglądasz filmy albo jakieś seriale, prawda? To spróbuj tak: zastanów się, jakie produkcje oglądasz najchętniej. Kryminały? Historyczne? Fantastyczne? Kiedy już to określisz, to po prostu… Szukaj książek w tych klimatach. Fajnie byłoby, gdybyś trafił na pozycję, której ekranizację już oglądałeś i Ci się podobała.

Czy znasz jakieś inne sposoby na polubienie czytania? 

Źródło zdjęcia.

Czy zło wolno zwalczać złem?

image

Internet potrafi być przerażającym miejscem. Przekonuję się o tym za każdym razem, gdy czytam jakiekolwiek portale informacyjne. I nie, nie chodzi mi tylko o doniesienia o kolejnych zamachach czy innych okrutnych rzeczach. Mam też na myśli postawę naszą, odbiorców tych informacji.

Zło złem zwyciężaj

Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że to coś na kształt nowej mody. Pod niemal każdym wpisem o mniejszej czy większej tragedii znajdzie się chociaż jeden komentarz, który dodatkowo pogarsza sprawę. Dobrze, jeśli jest tylko jeden. Niestety, najczęściej kończy się na znacznie większej liczbie. I wtedy mamy problem. Kilka przykładów:

Nastolatki z Gdańska brutalnie bijące rówieśniczkę? O rany, jaka ta młodzież dzisiaj jest zła, jak tak w ogóle można! Gdyby to moje dziecko padło ofiarą tych dziewuch, załatwiłbym je jeszcze gorzej!

Dzieciak podpalający jeża? Złapać to ścierwo i podpalić włosy, niech poczuje, jak to jest! Zero litości, zero!

Okrutny mem wyśmiewający śmierć dziecka Filipa Chajzera? Oby jego autor miał takie samo poczucie humoru, kiedy to on straci syna czy córkę! Znaleźć i obić mu ryj!

Nie, nie wymyślam, nie wyolbrzymiam. Takie zdania naprawdę łatwo pod informacjami o tych zdarzeniach znaleźć. Wystarczy chwila szperania na facebooku czy jakiejkolwiek innej stronie.

Bo przecież to tylko emocje 

Taki komentarz też mi gdzieś mignął. Że przecież nic się nie dzieje, ludzie tak sobie piszą, bo targają nimi emocje, nic w tym złego. No, jakby Ci to powiedzieć… Nieprawda.

Pod wpływem emocji możesz rozbić talerz.

Pod wpływem emocji możesz pieprznąć pięścią w ścianę.

Pod wpływem emocji nie możesz zamieścić w internecie tekstu, w którym nawołujesz do linczu albo życzysz komuś śmierci. A jeśli już jakimś cudem Ci się zdarzy coś takiego napisać, to po to natura obdarzyła Cię rozumem, żebyś w porę się ogarnął. Żebyś odpowiednio wcześnie wykasował napisane słowa i żebyś, broń Boże, nie nacisnął „wyślij”. 

Ty żałosny hipokryto 

Chcesz, żeby na świecie było lepiej? Żeby nie było zła, przemocy? Chwali Ci się. Powiedz mi tylko, dlaczego w odpowiedzi na karygodne zachowania zniżasz się do poziomu oprawców? Jakim cholernym cudem chcesz wyeliminować agresję wsród młodzieży, skoro sam masz w sobie niezłe jej pokłady i się z tym nie kryjesz?

To nie są tylko puste słowa 

Nie jest tak, że jeśli napiszesz publicznie, że komuś należy się porządny oklep, to to pozostanie bez odzewu. Być może znajdzie się ktoś chętny do wymierzenia samosądu. Może będziesz miał szczęście i skończy się „tylko” na tym, że młodsze pokolenia będą myślały, że agresja za agresję jest OK. Tak czy owak, nienawiść i zło będą nadal królowały. A przecież nie tego chcesz.

Dlatego włącz myślenie 

Widzisz krzywdzący kogoś materiał w internecie? Zgłoś go administratorom strony.

Czytasz o przejawach agresji, które Cię oburzają? Zastanów się dwa razy, zanim jakkolwiek skomentujesz sprawę. A najlepiej, żebyś nie mieszał się w żadne dyskusje.

Pamiętaj po prostu, że słowa mają moc i używaj ich bardzo, bardzo ostrożnie. 

Źródło zdjęcia

Warte uwagi – kwiecień 2017

No, wreszcie majowy weekend! Wydaje mi się, że wszyscy na niego czekaliśmy. Mam nadzieję, że kapryśna pogoda nie pokrzyżowała Ci planów i dobrze się bawisz. A jeśli masz akurat chwilę wolną i się nudzisz, siadaj wygodnie. Mamy pewną kwestię do rozważenia. Mianowicie…

Co warto było czytać w kwietniu 2017?

Chłopy są jakieś inne 

Choć generalnie uważam – i nawet podzieliłam się tą myślą z autorką wpisu – że dzisiaj problem nierówności płci jest daleko mniejszy niż kiedykolwiek, myślę, że ten tekst jest godny uwagi, My nie powinniśmy, wróć, my NIE MOŻEMY tworzyć przepaści między dziewczynkami a chłopcami. Bo nie płeć jest ważna, ważny jest człowiek. I niezależnie od tego, czy ma się penisa, czy waginę – obowiązki mieć należy. To nie te czasy, żeby kobieta była niewolnicą męża. To nie te czasy, żeby mężczyzna wymigiwał się od najprostszych czynności domowych. XXI wiek to wiek rozwoju, postępu – co oznacza także pewne zmiany w postrzeganiu otaczającej rzeczywistości. Weźmy to sobie w końcu do serca, co?

Zejdź z mojego dywanu. Jak zrobić z ofiary sprawcę przemocy

Sprawa byłego już radnego z Bydgoszczy, który znęcał się nad rodziną wstrząsnęła społeczeństwem. O całym zajściu jest głośno już od jakiegoś czasu, a wydaje mi się, że cały szum jeszcze długo nie ucichnie. I bardzo dobrze. Bardzo dobrze, bo przemoc domowa jest problemem wciąż bardzo aktualnym i trzeba umieć się z nim obejść. Na ten temat mogłabym polecić wiele wpisów, bo wielu blogerów zabrało głos. Zalinkuję jednak tylko do Ani, która zwraca uwagę na naszą rolę w tej tragedii. Nie chodzi tylko o to, że mało kto reaguje na cudze dramaty. Mowa też o tym, że mamy odwagę napluć ofierze w twarz. Zasugerować, że jest głupia, naiwna, sama sobie winna, skoro nie odeszła, to się jej podobało. Ja się pytam: jak mamy się przyznawać, że dzieje nam się krzywda, skoro za rogiem czają się potwory, gotowe totalnie zrównać nas z ziemią?

Nie jesteś aż tak wyjątkowy

Ten post powinna przeczytać absolutnie każda osoba, która nadmiernie przejmuje się zdaniem otoczenia. Wszyscy, którzy potrafią zmienić swoje plany, wyrzec się cząstki siebie, bo „co ludzie powiedzą”. No bo tak naprawdę… niekoniecznie powiedzą cokolwiek. Ja wiem, że plotki były, są i będą, ale też nie jest to aż tak silna tendencja, jak nam się wydaje. Tak naprawdę mamy swoje życie, swoje obowiązki, swoje troski i to nimi zajmujemy się w pierwszej kolejności. Warto to sobie uświadomić, zanim wpadnie się w panikę, że ktoś znowu coś mruknie pod nosem albo krzywo spojrzy.

Wychodzenie ze strefy komfortu – jak się przełamać?

Zwykle unikam coachingowego chrzanienia. Zwyczajnie w pewnym momencie stwierdziłam, że tego wszystkiego jest po prostu za dużo. Trenerzy osobiści (tak oni się nazywają?) tak nachalnie wpychają nam swoje dobre rady, że aż robi się niedobrze. Zgadzam się właściwie tylko z jednym – warto wychodzić ze swojej strefy komfortu, warto próbować nowości. A dlaczego? Kliknij w link i się dowiesz.

Dlaczego się tak źle traktujesz?

Stwierdźmy prosty fakt: mamy problem z własnymi mocnymi stronami. Wielu z nas nie umie ich wskazać. Ba, niejeden raz widziałam, jak człowiek nie dość, że nie dostrzegał, że jest w czymś zajebisty, to jeszcze nie przyjmował tego do wiadomości, gdy słyszał od innych, że ma potencjał. Nie wiem z czego to wynika, wstydzimy się? Nie chcemy wyjść na zarozumiałych buców? Coś w tym w sumie jest, ale takim podejściem się krzywdzimy. A krzywdzenie siebie jest jedną z najgorszych rzeczy, jaką w życiu można zrobić. To może by tak przestać, co? Pora zauważyć, że coś się potrafi i sięgnąć po więcej, niż się ma. Zasługujemy na to. Ja. Ty. Ty też. I on. I ona. Wszyscy. Bez wyjątku.

A co ciekawego w kwietniu przeczytałeś Ty?

Źródło zdjęcia.