Moje ulubione profile na Facebooku

image

Jakiś czas temu postanowiłam wziąć się za porządki na swoim facebookowym koncie. Co to oznacza? Że cofam polubienia tych profili, które kiedyś z jakichś względów zrobiły na mnie wrażenie, a z którymi dzisiaj totalnie się nie identyfikuję. Dziennie wychodzi tego naprawdę sporo! Przy okazji zauważyłam ciekawą rzecz: na tym portalu cholernie trudno jest zrobić coś na poważnie. Spokojnie ponad 50% wszystkich fanpejdży to wylęgarnia beki i żartów na mniej lub bardziej żenującym poziomie.

Jednak dzisiaj nie o tych stronach, które ogłupiają albo nudzą. Dzisiaj wręcz przeciwnie: opowiem Ci o profilach trzymających poziom. Gotowy?

Moje ulubione profile na Facebooku

Anna Starmach

Ania jest według mnie drugą – zaraz po Filipie Chajzerze – najbardziej roześmianą osobą znaną z TV. Nie gwiazdorzy, nie jest opryskliwa, za to błyszczy zębami, szczerząc je w pięknym uśmiechu i niemal dla każdego ma dobre słowo. Dla swoich obserwatorów na Facebooku Ania ma coś jeszcze: przepisy swojego autorstwa na smaczne dania. A jeśli niejadek taki jak ja uważa coś za smaczne, to uwierz, coś w tym musi być.

Regres osobisty

No dobra, jak się przegląda Regres, to rzeczywiście trochę śmieszki-heheszki, jest fajnie i w ogóle, ale ja ten profil uwielbiam. Bo tak się składa, że wszelkich coachów i ich biadolenia o rozwoju mam zwyczajnie coraz bardziej dosyć. Znaczy, dobra: praca nad sobą i odnoszenie sukcesów to nic złego, ale tego wszystkiego zrobiło się po prostu za dużo. Dzisiaj nie pozwala się ludziom na zwyczajność, dzisiaj wszyscy mamy być królami życia. Blech.

Kampania Przeciw Homofobii

Piękna inicjatywa. Zanim się oburzysz: ja naprawdę rozumiem, że możesz nie lubić homoseksualistów. Nie każdego na tym świecie trzeba kochać, mnie też różne zachowania rażą i mi przeszkadzają. Tylko że żyjmy i dajmy żyć innym. Nie chcesz? Nie patrz i się nie interesuj tym, co robi inny człowiek. A już na pewno nie startuj do niego z obraźliwymi słowami czy rękoczynami. Poza tym, w XXI wieku tolerancja powinna być na naprawdę wysokim poziomie.

SiePomaga

Do profilu tej organizacji mam stosunek mieszany, tak jak mieszany jest jej charakter. Z jednej strony: jest cholernie smutno, bo widać na nim dużo ludzkiego cierpienia, więc człowiek nie bardzo chce się temu przyglądać. Z drugiej jest tam tyle osób gotowych pomóc, że to aż dech zapiera, tak jest piękne. No i nie zapominajmy o zbiórkach, które kończą się szczęśliwie. O chorych, którzy dzięki pomocy bliźnim mają szansę wyzdrowieć i żyć.

A jakie profile na Facebooku lubisz przeglądać Ty?

Źródło zdjęcia.

O bezsensie facebookowych łańcuszków

facebook

Jezu, to znowu się stało. Zasypało mnie. Tym razem nie śniegiem – i bardzo dobrze - a statusami na Facebooku o co najmniej dziwnej treści. Ściślej mówiąc: moi znajomi przyznają się od paru dni, że smakują im czekoladowe płatki śniadaniowe z majonezem, a kiedyś nawet obwieszczali światu, że… lubią na stole w kuchni. Ekshibicjonizm? Nie.

To tylko kolejne łańcuszki 

Jeden ma na celu podnieść świadomość na temat profilaktyki raka – zwłaszcza piersi – a drugi: zwrócić uwagę na straszną chorobę, jaką jest autyzm. Idea szczytna, nie powiem. A że wykonanie nieco gorsze? Cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda?

Podnoszę świadomość czy świetnie się bawię?

No właśnie: czy aby na pewno wszyscy, którzy rozsyłają te łańcuszki, wiedzą, co robią? Czy im naprawdę zależy na tym, byśmy byli coraz mądrzejsi, bardziej świadomi, zdrowsi? Coś mi się nie wydaje. Niestety, podejrzewam, że dla niektórych takie akcje są świetną okazją do zabawy, do pośmiania się. No i tu moje kolejne pytanie…

Czy choroby są zabawne?

OK, czarny humor to fajna sprawa i tak dalej, ale wszystko ma swój czas. Kampanie uświadamiające, jakkolwiek niedopracowane by nie były, na pewno nie mają na celu wywołania beki stulecia w internecie. A tymczasem tak się właśnie dzieje.

Jak mają uświadamiać wpisy typu banan?

To jeszcze inna sprawa. Abstrahując już od strojenia sobie żartów, te wpisy są po prostu niejasne. Nie wszyscy wiedzą, o co w nich chodzi. Widzą status: banan, myślą: O, karniak albo zhakowane konto. Gdzie tu sens, gdzie logika?

Jak coś jest głupie, ale działa, to nie jest takie znowu głupie

Paulina Wnuk na swoim fanpage’u napisała, że nie rozumie sensu tych wszystkich łańcuszków. Że nie widzi zupełnie, jak one mają wpływać na naszą świadomość, w ogóle co mają zdziałać. Wprost dała odczuć, że dla niej cały ten spam – sorry, ale nazywajmy rzeczy po imieniu – jest zwyczajnie głupi. I ktoś jej odpisał, że może i tak, ale przynajmniej sprawia, że o problemie się rozmawia.

No to czy nie można tak od razu?

OK, żyjemy w świecie ironii, sarkazmu i obracania wszystkiego w żart, ale czy o poważnych sprawach nie możemy rozmawiać na poważnie? Czy nie możemy, zamiast durnych statusów o bananach i innych takich, próbować wpływać na siebie nawzajem w inny sposób? Serio – czy jesteśmy na tyle ogłupieni, że jak coś nie jest zabawne, to tego nie rozumiemy?

Czyny, nie słowa. Konstruktywne działanie, a nie durne wpisy 

Naprawdę, to wszystko nie może odbywać się w taki sposób, jak do tej pory. To zły kierunek. My musimy gadać, uświadamiać sobie pewne rzeczy. Pośmiać się możemy przy piwie.

Sam pomyśl: czy ktokolwiek robił sobie jaja, kiedy krążyło nad nami widmo zaostrzonej ustawy antyaborcyjnej? Nie. Ustawialiśmy czarno-białe statusy, które były tylko dodatkiem do czegoś pięknego: do wyjścia na ulicę i pokazania, że nam się ta sytuacja nie podoba.

To samo WOŚP. Czerwone serduszka i, zgoda, dobra zabawa, ale przy tym działanie: zbieranie pieniędzy.

Skoro pokazaliśmy, że umiemy działać, to może czas to wykorzystać? Zamiast zapychać ludziom tablice na fb, zabierzmy znajome kobiety na badania. Wymyślmy jakiś mądry sposób na przekazywanie sobie nawzajem, czym jest autyzm czy jakakolwiek inna choroba.

Po prostu angażujmy się w ważne sprawy w konstruktywny sposób. Co najważniejsze: nie ograniczajmy się tylko do sieci. Wiele do zrobienia jest też poza nią.

Źródło zdjęcia.

Co jest złego w portalach społecznościowych?

image

Facebook. Twitter. NK. Nazwy, które w dzisiejszych czasach zna każdy. No chyba że jest bardzo małym dzieckiem lub niedołężnym czy przynajmniej mocno zacofanym staruszkiem. Ewentualnie dzikusem. Bo XXI wiek to taki okres, kiedy portale społecznościowe stanowią element naszej codzienności. Część z nas ma konta na takich stronach. Ci, co nie mają, łapią się za głowę i zastanawiają się, co my, u licha, najlepszego wyprawiamy.

Facebook to zło 

Zdanie, które słyszę regularnie. Ludzie, którzy z FB nie korzystają po prostu uwielbiają wypowiadać te słowa. To czasami brzmi jakby się chełpili tym, że są inni. Bo rezygnują z czegoś, co teraz ma prawie każdy. No, super. Jak komuś to naprawdę podnosi samoocenę, OK, nic do tego nie mam. Tylko że fajnie by było, gdyby ludzie wiedzieli, o czym mówią. Ale nie, za dużo wymagam.

Nie szanujesz swojej prywatności 

Tak oto przeciwnicy Facebooka argumentują swoje stanowisko. Bo przecież wiadomo, że jak masz założony profil, Twój mózg zaczyna w szybkim tempie się rozkładać, skutkiem czego robisz różne dziwne rzeczy. Wstawianie zdjęć z imprezy, na której się wypiło tyle, że po godzinie leżało się pod stołem we własnych wymiocinach? Udostępnianie amatorskich, domowych pornoli? JA tego nie zrobię? No to patrz. I potrzymaj mi piwo.

Ups, coś nie tak 

Teraz już zupełnie poważnie: jak się coś krytykuje, to wypada wiedzieć, co. A jeśli myślisz, źe Facebook czy jakikolwiek inny portal działa właśnie tak, jak napisałam wyżej, wybacz: robisz z siebie głupka. Nie znam się to się wypowiem, wersja hardkorowa.

To Ty decydujesz

Nie jest tak, że jak się gdzieś już zarejestrujesz, to musisz dzielić się z innymi swoim życiem. Nie musisz nawet śledzić losów Twoich znajomych. Od Ciebie zależy, o czym poinformujesz w internecie. Od Ciebie zależy też, co w tym internecie oglądasz. Tak, to takie proste!

Wylęgarnia patologii? Niekoniecznie

Nie chcę teraz powiedzieć, że na takich stronach nie ma chorych treści. Że ludzie nie popisują się swoją głupotą. Nie. Internet nie jest miejscówką dla VIP-ów, gdzie wszystko jest zawsze pod kontrolą. To miejsce tworzą ludzie, dlatego właśnie z udostępnianymi treściami jest różnie. Widywałam wpisy rozhukanych nastolatków, widywałam zdjęcia skąpo ubranych dziewuch i inne takie.

Ale wiesz co? Miałam też okazję obserwować, jak dzięki udostępnianym wpisom ludzie odnajdują swoich zaginionych bliskich. Jak zwierzęta po przejściach trafiały do nowych właścicieli. Jak zrzucaliśmy się wszyscy na zbiórkę dla ciężko chorych osób, żeby miały chociaż szansę zacząć leczenie. Czy to naprawdę jest takie złe?

Nie chcesz aborcji? To jej sobie nie rob

Takie hasło masowo wypowiadały kobiety przy okazji niedawnego zamieszania związanego z ustawą antyaborcyjną.

Dlaczego o tym wspominam? Bo to mądra rada jest. Mądra i, jakby to powiedzieć, wielofunkcyjna. Wystarczy słowo aborcja zamienić na jakiekolwiek inne (tu: konto na Facebooku albo coś w ten deseń), a w miejsce nie rób wstawić inny czasownik. I nagle się okazuje, że to jedno zdanie odnosi się do wszystkiego na tym świecie. Magia, co?

No dobra, w skrócie: nie chcesz korzystać z portali typu FB? Nie musisz. Nawet dojrzale postępujesz, jeśli świadomie rezygnujesz z czegoś, co Ci nie leży, a z czego całkiem przypadkowo korzystają wszyscy. Nie idź za tłumem jak zbłąkana owieczka. Żyj po swojemu.

Ja nie lubię fantastyki. Próbowałam się z tym gatunkiem dogadać, nie wyszło mi. Dzisiaj go zwyczajnie omijam, bez marudzenia, że teraz jest modny i że w ogóle istnieje. Nie szufladkuję, że jest głupi.

A gdybyś Ty tak podszedł do portali społecznościowych? Gdybyś darował sobie wydawanie opinii kreowanej na podstawie zasłyszanych opowieści i własnych domysłów?

Źródło zdjęcia.