Historie z życia człowieka niskiego

image

Dziś będzie lekko, przyjemnie i bardzo zabawnie. Otóż opowiem Ci o najśmieszniejszych  momentach, jakie w życiu spotkały mnie – osobę niską.

Zanim przejdziesz do czytania, muszę powiedzieć Ci trzy rzeczy, bez świadomości których nie zrozumiesz, o co chodzi. Mam maksimum 150 cm wzrostu, bardzo delikatną, dziecięcą twarzyczkę i prawie 23 lata na karku. No, to już wiesz. A teraz siadaj i baw się dobrze.

Cała beka związana z moim wyglądem na dobre zaczęła się jakieś 7 lat temu. Wybrałam się z rodzicami na rodzinny obiad do restauracji. Nic, naprawdę nic nie zapowiadało, że to będzie przełomowy posiłek w moim życiu. A tu bach! I dostałam… Kredki i kartkę zamiast menu.

Jak pokazuje doświadczenie, niskiego wzrostu i dziecięcej urody nie ukryjesz nawet w samochodzie, siedząc na tylnym siedzeniu. Przekonałam się o tym, gdy w sytuacji krytycznego głodu wybrałyśmy się z mamą po zestaw z McDonald’sa na wynos. Otóż miły pan sprzedawca, zauważywszy mnie, chciał wręczyć mi balona. Na szczęście moja mama była szybsza. Zwinęła torbę z żarciem i odjechała z piskiem opon.

I wara się śmiać! Kochająca matka dba o swoje dzieci. A ja mam uczulenie na lateks.

Co jest gorsze od bycia dorosłym człowiekiem o wyglądzie dziecka? Bycie dorosłym człowiekiem o wyglądzie dziecka i banie się pobierania krwi. Ja się naprawdę nie muszę specjalnie starać o naklejkę dzielnego pacjenta. Najmniejszą możliwą igłę i krzepiące słowa: Nie bój się, kochanie, leci motylek  mam na stałe w pakiecie.

Dwa lata temu wybrałyśmy się z mamą do pobliskiego sklepu. Było lato, było też gorąco, stąd pomysł – a może piwko? Skończyło się tak, że klientka stojąca obok patrzyła na mnie z przerażeniem. A kiedy nieoceniona mamuśka, widząc tę reakcję, spytała na pół sklepu, na jakie piwo mam ochotę, to ja się dziwię, że nie dostała zawału.

A jeśli już mowa o alkoholu… Spróbuj wyobrazić sobie, jak czuje się rodzic dorosłej córki, którą biorą za dziecko, gdy ta córka przegnie z procentami. W miejscu publicznym, pełnym ludzi, którzy widzą ją pierwszy raz w życiu i nie wiedzą, o co chodzi.

Kolorowanki antystresowe dla dorosłych kojarzysz? Chciałam sobie kiedyś kupić w Matrasie. Kiedy zapytałam miłej pani za kasą, czy są na stanie, odpowiedziała, patrząc mi w oczy: Tak, ale one są dla dorosłych.

Autentyczny dialog podczas próby kupienia mi bluzy. M. to mama, S. – sprzedawca.

M.: po ile ta bluza?
S.: patrząc na mnie: JAK DLA DZIECI, to 8 dych.

Chwilę później:

S.: to jest rozmiarówka na 8-latków.
M.: wie pan, może tego nie widać, ale ona w listopadzie skończy 21 lat.
S.: to sprawdźmy rozmiar dla 10-latków. Rękawy powinny być tam dłuższe.

W roli parskających (nie)utajonym śmiechem widzów wystąpiły moja siostra i ciocia. I dwuipółletni siostrzeniec.

Za każdym razem, gdy szykuje się jakaś impreza, postanawiam sobie, że będę wyglądała na niej bajkowo. A że ubieram się głównie na działach z odzieżą dziecięcą, to wychodzi mi to doskonale.

A jak tam Twoje życie, równie wesołe? 

Źródło zdjęcia.