Książki dobre, choć polskie

image

Od kiedy tylko pamiętam regularnie natykam się – zwłaszcza w internecie – na ludzi, którzy przyznają, że owszem, poczytać sobie lubią, ale niekoniecznie polską literaturę. Właściwie to polscy autorzy niech się trzymają z daleka, a kysz!

Ponieważ sama przeszłam przez ten etap, doskonale rozumiem osoby, które tak postępują. Pamiętam swoje niedawne boje z kanonem lektur szkolnych i jestem pewna, że jest on częściowo winien obecnej sytuacji.

Na szczęście ta blokada u mnie w pewnym momencie puściła. Zaczęłam się stopniowo otwierać na polską literaturę. Dzisiaj jest już na tyle dobrze, że jestem w stanie polecić Ci kilka książek naszych rodzimych autorów, które są warte uwagi.

Nie bój się – nie będzie Sienkiewicza, Prusa  czy Orzeszkowej. Obiecuję, że tym razem ani słowa o klasyce. Gotowy?

Książki dobre, choć polskie 

„Tajemnica szkoły dla panien”, Joanna Szwechłowicz

To jedna z nielicznych książek, którą kupiłam w dużej mierze ze względu na okładkę. Oczarowała mnie, no. Zainteresował mnie też opis fabuły, sugerujący, że jest to kryminał retro, a co jak co, kryminały to ja lubię bardzo. Dawne czasy też.

Finalnie okazało się, że… Kryminał w czystej postaci to to nie jest na pewno. Nie szkodzi – zamiast tego mamy świetną opowieść obyczajową z wątkiem kryminalnym w tle. Szwechłowicz w bardzo ciekawy sposób pokazała, jak w przeszłości wyglądało życie w mniejszych miejscowościach. A to wszystko spisane przyjemnym, łatwym stylem. Czego chcieć więcej?

„Kto, jak nie ja?”, Katarzyna Kołczewska

Uwaga, wkraczamy dosłownie na chwilkę na smutny teren. Możesz mi zarzucić, że przesadzam, ale Kołczewska jest dla mnie jedną z najważniejszych współcześnie żyjących i piszących autorek. Taka nasza polska Jodi Picoult.

Znam całą twórczość Kołczewskiej – wydała dopiero 3 książki. Z nich wszystkich „Kto, jak nie ja?” jest zdecydowanie najbardziej poruszająca. Nie ma takiej możliwości, że się będzie łatwo czytało – bo niby komu sprawiają przyjemność historie dzieci osieroconych? – ale zdecydowanie warto po ten tytuł sięgnąć. I pomyśleć. Może nawet zaktualizować swoje wartości.

„Macocha” Natasza Socha

Wydawać by się mogło, że taka książka nie może być dobra. Bądźmy szczerzy – stereotyp wrednej macochy wciąż żyje i ma się dobrze, choć jest odrobinę oklepany. A tu niespodzianka – Socha z tego utartego schematu zrezygnowała.

Zamiast kolejnej powieści o jędzy, której przeszkadza dziecko partnera, mamy milutką, zabawną historyjkę o dwóch kobietach – jednej małej, drugiej dużej – które próbują się do siebie przekonać. Nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza że obie bohaterki mogą pochwalić się silnymi osobowościami. Czy uda im się znaleźć wspólny język? Przeczytaj i sam się przekonaj.

„Dom na wyrębach”, Stefan Darda 

Ostatnia pozycja, o której dziś wspomnę, to coś dla wielbicieli dreszczyku emocji. Podobnie jak w przypadku „Macochy”, mamy tu do czynienia z dość wyświechtanym motywem. Darda bowiem zbudował swoją historię wokół… Nawiedzonego miejsca.

Mimo że nie przepadam za takim powtarzaniem schematów, „Dom…” wspominam bardzo miło. Swego czasu była to jedna z najlepszych książek, które przeczytałam. Jej autor idealnie potrafi stopniować napięcie. Zapomnij, że bezproblemowo przerwiesz lekturę, nie da się, za bardzo wciąga. Da się jednak zrobić co innego – zakochać się w… opisach krajobrazu!

A Ty – czy lubisz czytać polską literaturę? Może chciałbyś jakąś książkę polecić? Komentarze są do Twojej dyspozycji!

Źródło zdjęcia.

Warte uwagi – styczeń 2017

Jak minął Ci pierwszy miesiąc nowego roku? Dla mnie styczeń był okresem wzmożonej aktywności na studiach. Na szczęście nie zabrakło mi też czasu na przyjemności – napisałam kilka wpisów na blogu, obejrzałam 5 filmów (hej, opublikowanie postanowień noworocznych najwyraźniej podziałało!) i poczytałam treści tworzone przez innych. A skoro o czytaniu blogów mowa…

Co warto było czytać w styczniu 2017?

5 myśli, które Cię ograniczają

Wiesz, co mnie bardzo wkurza i smuci u ludzi? Kiedy wpadają na jakieś pomysły, często genialne, ale ich nie realizują. Zamiast pracować na sukces, ulegają wewnętrznemu krytykowi, który zawsze zrobi wszystko, żeby tylko człowieka zniechęcić do działania. Wiesz, co Ci powiem? Ten przeklęty głos w głowie, który mówi Ci, że nie dasz rady, jest Twoim zaciekłym wrogiem. Dlatego poznaj go, zobacz, jaką bronią walczy i postaraj się go pokonać.

Nie przejmuj się porażkami

Jak reagujesz na to, że coś Ci się nie udaje? Dajesz sobie spokój? Błąd. Powinieneś machnąć na to ręką i próbować dalej. Porażki to nieodzowna część naszego życia. Pogódź się z tym, że się ich nie pozbędziesz. Zaakceptuj, że nie wszystko w życiu Ci wyjdzie. Naucz się odpowiednio reagować, kiedy już tak się stanie. Nie załamuj rąk – analizuj, co zrobiłeś źle, co warto poprawić i szoruj do roboty.

Jak polubić swoje życie?

Żadne to osiągnięcie: żyć życiem, którego się nie lubi albo wręcz nienawidzi. Biernie zgadzać się na wszystko potrafi każdy. A nie o to chodzi. Nie po to budzisz się codziennie rano, nie po to masz do dyspozycji 24 godziny na dobę, 365 – albo i 366! – dni w roku, żeby się męczyć. Skoro już tu jesteś, wykorzystaj to jakoś fajnie. Jak nie jest fajnie, to zrób coś, żeby było.

Kobieta, nie człowiek

Wciąż nie mogę uwierzyć, że w XXI wieku jeszcze zdarza się, żeby człowiek patrzył na człowieka jak na płeć, a nie istotę ludzką. Nie rozumiem, dlaczego wciąż klasyfikujemy, traktujemy stereotypowo i nie dochodzi do nas, że każdy ma wolną wolę. Że nie ma czegoś takiego, co absolutnie musi zrobić kobieta czy mężczyzna. Że nie istnieją aktywności dla nich zakazane. Że, niezależnie od tego, czy ma się penisa, czy może posiada się zdolność do zachodzenia w ciążę, każdy ma prawo decydować, co z życiem zrobi, a co sobie odpuści.

17 wyzwań czytelniczych na 2017

Chociaż sama oficjalnie nie biorę udziału w żadnych wyzwaniach książkowych – poza zabawą w 52 książki – to uważam, że to fajna sprawa jest. Czytanie książek pasujących do określonych haseł nie musi być nudne i ograniczające, wręcz przeciwnie: niekiedy pozwala to na poszerzenie horyzontów, sięgnięcie po coś, czego wcześniej nie zauważaliśmy. A czyż nie o to chodzi, żeby się rozwijać?

A co ciekawego w styczniu przeczytałeś Ty?

Źródło zdjęcia.

Warte uwagi – grudzień 2016

Dopiero co była Wigilia Bożego Narodzenia, a dzisiaj już 3 dzień nowego roku. Jak ten czas leci, to szaleństwo!

Chociaż grudzień był chyba dla każdego gonitwą i nieustanną walką z czasem: trzeba było zamknąć ostatnie ważne sprawy w roku i przygotować się na Święta, to jednak na blogach nie brakowało dobrych treści. Treści, od których niekoniecznie bił świąteczny klimat. A więc…

Co warto było czytać w grudniu 2016?

Po dziennikarstwie będziesz nikim

Cudowny wpis o tym, że warto mieć marzenia, wiedzieć, czego się chce i dążyć do tego za wszelką cenę. Nieważne, co mówią ludzie wokół, ważne jest to, co czujesz w sercu. Jeśli naprawdę o czymś marzysz, w końcu Ci się uda osiągnąć cel.

25 nawyków na lepsze życie

Wpis przydatny zwłaszcza dla tych, którzy często czują się źle. Którym regularnie coś nie odpowiada. Być może to, co zaproponował w swoim wpisie Andrzej jest nadzieją na poprawę sytuacji? Może warto spróbować?

Jak odkryć swoje mocne strony i dlaczego to takie ważne?

Ważna to rzecz: znać swoją wartość. Rewelacyjne uczucie – myśleć o sobie dobrze. Znalezienie czegoś, w czym jest się dobrym, to supersprawa – nie dość, że dzięki temu lepiej czujesz się sam ze sobą – bo wreszcie czujesz, że coś potrafisz – to jeszcze pomoże Ci to w życiu zawodowym. Dlatego, jeśli jeszcze nie wiesz, co Ci wychodzi, marsz do wpisu. A jak już go przeczytasz, bierz się do roboty.

Lista rzeczy do zrobienia w grudniu, które pomogą Ci żyć bardziej

Jak dla mnie z tą notką jest tylko jeden, ale za to podstawowy problem: autorka niepotrzebnie ją klasyfikowała. Rady są mądre, bardzo mądre – dlatego poświęcam im uwagę – ale uważam, że większość z tych rzeczy można zrobić w każdym momencie. W sumie nawet byłoby to wskazane.

Nie lubię, gdy dzieci skarżą się na innych, ale są dwie sytuacje, w których je do tego zachęcam

Ja też kiedyś coś podobnego napisałam, o tu. Uczmy dzieciaki, by same rozwiązywały swoje konflikty z innymi, jasne. Chyba że dzieje się im rzeczywista, psychiczna lub fizyczna, krzywda. Z tym nie można ich zostawić samych. Bo to już nie jest hartowanie i przygotowywanie do tego, że życie jest ciężkie, to już znieczulica i głupie narażanie zdrowia i życia człowieka, który przecież ma być przy Tobie bezpieczny.

A co ciekawego w grudniu przeczytałeś Ty?

Źródło zdjęcia.