10 przypadkowych faktów o mnie

10 faktów

Wbrew temu, co myślą napinacze i osoby krytykujące blogosferę, to nie tak, że blogi czytają tylko rodziny i przyjaciele autorów. I to w dodatku z litości. Nie, nie – w życiu każdego blogera nadchodzi taki czas, kiedy jego pisanie dociera do obcych ludzi. No, chyba że nie dotrwa i skasuje stronę wcześniej. Ale ja dotrwałam.

Dlatego dziś post krótki i przyjemny – 10 przypadkowych faktów o mnie. Niektóre zwykłe, inne mniej, przy niektórych mam nadzieję, że napiszesz mi, że też tak masz, bo będzie nam raźniej razem w tym dziwactwie. No to co, gotów?

10 faktów o mnie

1. Mam nieziemski dystans do swojej niepełnosprawności. I nie umiałabym inaczej. Potrafię się śmiać z tego, że poruszam się na wózku (a raczej: jeżdżę karocą), nie jest to dla mnie niczym dziwnym. Mam też problem z ludźmi, którzy nie rozumieją, że w mojej sytuacji można nie być załamanym.

2. Uwielbiam wszystko, co kolorowe. Im więcej kolorów i im bardziej nasycone są, tym lepiej. Paznokcie, na przykład, zawsze maluję dwoma kontrastującymi ze sobą barwami. Bo jedna to za mało i za nudno.

3. Mimo tego uwielbienia, nie znam się na kolorach. Mam tu na myśli nazwy poszczególnych odcieni. Dla mnie niebieski jest niebieski, może być ewentualnie jasny lub ciemny, i tak dalej, i tak dalej. Do dzisiaj nie mam pojęcia, co to jest, u licha, kolor miętowy.

4. Nie lubię kłaść się spać. Robię to dopiero wtedy, kiedy jestem półżywa ze zmęczenia, co następuje zwykle koło 1-2 w nocy. I chociaż generalnie uważam, że na spokojnie wystarczy mi 5 godzin snu, to nie, nie wstaje mi się dobrze o 6.00 rano. Najwcześniejsza pora, którą akceptuję, to 8.

5. Kocham pisać ręcznie. Ale wyłącznie czarnym żelopisem. Niebieskich długopisów nie cierpię tak, że nawet ciężko mi je utrzymać w ręce, a piszę nimi paskudnie.

6. W 2014 roku przez 2 miesiące studiowałam… filozofię. A potem zmądrzałam i przeniosłam się na polonistykę. Na której, na pierwszym roku, miałam „kampanię wrześniową” z… a jakże, filozofii!

7. Nie lubię komedii romantycznych. A tak prawdę mówiąc, to pasjami unikam wszelkich filmów czy książek o miłości. Chyba że to klasyka, to nie, bo np. Jane Austen wielbię.

8. Czytanie to u mnie cały proces, a nie prosta czynność. To jest tak: wybieram książkę z półki Chcę przeczytać na LC, oznaczam ją jako teraz czytaną, a na jej miejsce do tych, które chcę przeczytać, dołącza kolejna, na zastępstwo. Wszystkie te dane przenoszę do specjalnego zeszytu (prowadzonego, a jakże, czarnym żelopisem). Kiedy kończę czytać książkę, wykreślam ją z listy w zeszycie. Półka Chcę przeczytać zawsze liczy u mnie 235 pozycji.

9. Przez tę listę książek nie umiem czytać spontanicznie. Nie pójdę do biblioteki czy księgarni bez wytycznych, co ja teraz chcę przeczytać. Zanim wyjdę do wypożyczalni, sprawdzę w katalogu online, czy aby na pewno dane pozycje są dostępne w konkretnej filii. Ale dla pewności i tak wezmę ze sobą wyżej wspomniany zeszyt, bo przecież ktoś może być szybszy o pół sekundy i wypożyczyć to, na co czaję się ja, a mnie naprawdę nie bawi latanie między regałami przez godziny.

10. Praktycznie w ogóle nie chodzę do kina. Zdarza mi się raz na pół roku, nawet rzadziej. Wkurza mnie to, że 90% repertuaru zwykle stanowią bajki dla dzieci. Nie ubolewam jednak – Netflix rekompensuje mi straty.

No to co, mamy ze sobą coś wspólnego?

Źródło zdjęcia.

Kult bycia ambitnym? Nie, dziękuję

ambicja demot

Rzeczy, które potrafią wyprowadzić mnie z równowagi jest na tym świecie od cholery. Tych zdolnych to zrobić w tempie ekspresowym już nieco mniej. Jedną z takich właśnie jest komentowanie tego, jak ktoś postanowił spędzić swój wolny czas.

Znasz to? Ktoś przyzna się, że zdarzy mu się obejrzeć „Ukrytą prawdę”. Usłyszy, że o matko, co robisz z życiem, zajmij się czymś pożytecznym. Inna osoba powie, że czytała „50 twarzy Greya”, natomiast reakcje ludzi są takie, jak gdyby dokonała aborcji na własnych szarych komórkach, a nie napomknęła, że miała okazję coś przeczytać. OK, to coś nie jest górnych lotów, nie ma tu cienia szansy na Nobla, ale jednak. A już w ogóle, jeśli się ten Grey podobał. Skandal i niedowierzanie! Nie wiem jak Tobie, mnie w tym momencie ręce opadają, a zęby zgrzytają.

To nie gusta i guściki, to różne upodobania

Mało znam ludzi, którzy po ciężkim dniu w pracy, na uczelni czy w szkole jak gdyby nigdy nic rzucają się w objęcia Sienkiewicza i poniżej poziomu klasyki literatury nie schodzą. Muszę się zastanowić, czy mam w otoczeniu kogokolwiek, komu się nie zdarzy obejrzeć durnego programu w TV. I już mniejsza o to, ile takich jednostek się znajdzie. Ważne jest to, że takie wyjątki się niesamowicie wybijają z tłumu nie przez swoje upodobania, ale przez stosunek do innego podejścia. Niejednokrotnie widziałam niewybredne komentarze kierowane do osób, które nie kryją się z tym, że lubią przeczytać czy obejrzeć coś lekkiego, nawet głupawego. W dobie internetu naprawdę nie jest trudno coś takiego znaleźć, wystarczy przeszperać Facebooka.

Czyjeś wybory – nie Twoja sprawa

Czy fizyczną lub psychiczną krzywdę wyrządza Ci fakt, że Twoja koleżanka z bloku obok ogląda codziennie „Trudne sprawy”? Czy tych wszystkich ludzi na całym świecie, którzy w ogromnych ilościach codziennie żegnają się z życiem – w mniej lub bardziej tragiczny sposób – spotyka kara za czytanie twórczości autora, którego uważasz za niewartego uwagi albo niechodzenie do teatru? Nie? To na diabła komentujesz i oceniasz, co kto robi?

Jestem oczytany. Jestem inteligentny. Szanuję innych

Naprawdę super jest to, że starasz się mieć jak najwięcej do czynienia z tak zwaną kulturą wysoką. Ja sama czytam zarówno poważniejsze dzieła, jak i lżejsze powiastki. Rzecz w tym, że jeśli ktoś już ma kontakt z kulturą wysoką, to niech też reprezentuje wysoki poziom kultury osobistej. Nie jest w dobrym tonie wyśmiewanie kogoś za to, że w wolnym czasie chce się wyluzować, nie robiąc nic ambitnego. Kulturalny, oczytany człowiek może niekoniecznie będzie podzielał taki wybór, ale nie pozwoli sobie na dogryzanie komuś tylko dlatego, że ten odważa się żyć inaczej. Czyjeś wybory, nawet te, które uważamy za złe, można po prostu olać, przemilczeć. Ewentualnie powiedzieć zwyczajne: „różnimy się upodobaniami, mnie przypada do gustu zupełnie co innego”.

Różnimy się? To super!

Wyobrażasz sobie świat, w którym ludzie nie różnią się gustem? Lubią to samo, zachwycają się tym samym, stronią od identycznych rzeczy? Ja tak – i na dłuższą metę egzystowanie na takiej planecie byłoby cholernie nudne. Być może tego nie zauważasz na co dzień, ale to właśnie te szczególiki, które nas odróżniają od innych sprawiają, że życie jest ciekawe. Że jest z kim porozmawiać, podzielić się uwagami, zapytać o radę w trudniejszej sprawie. Gdyby tych różnic nie było, padlibyśmy z nudów!

No ale on nie docenia klasyki!

To niech nie docenia. Nie każdy musi znać cały dorobek najważniejszych pisarzy na świecie, znać wszystkie ambitne filmy, jakie kiedykolwiek nakręcono czy chodzić do teatru chociaż raz na jakiś czas. Być może zamiłowania zmienią mu się, ukształtują z wiekiem – do wielu rzeczy trzeba dorosnąć.

Na swoim przykładzie: w liceum nienawidziłam Orzeszkowej, bo w kanonie lektur było „Nad Niemnem” zwane również Jednym Wielkim Opisem. Dziś jestem na drugim roku filologii polskiej, Orzeszkową pokochałam. Ale „Nad Niemnem” nie lubię nadal. Po prostu poznałam inne dzieła tej autorki.

Oczywiście, może być też tak, że komuś uraza po kanonie lektur ze szkoły zostanie i będzie wolał zaczytywać się w czytadłach, o ile w ogóle cokolwiek czytać będzie. Jest możliwość, że człowiek, który tak uparcie stoi przy swoim po prostu nie lubi bądź boi się próbować czegoś innego. Jego sprawa. A wiesz co powiem Ci na dodatek? Mam ogromny szacunek dla tych, którzy świadomie rezygnują z tego, co cały świat uważa za wartościowe, jeśli wiedzą, że im to nie pasuje. Niech każdy robi to, co sprawia mu przyjemność. Jak ktoś nie lubi Mickiewicza, to lepiej, żeby nie sięgał po „Pana Tadeusza”, niż żeby próbował i systematycznie pluł jadem publicznie, narzekając, jaki to nienormalny człowiek był, żeby takie wariactwa pisać. Mało tego. Tych, którzy zmuszają się do czegokolwiek, by zyskać aprobatę znajomych czy rodziny albo po prostu hobbystycznie ponarzekać po prostu nie rozumiem.

Ha! Jeszcze coś mi się przypomniało, już tak na koniec – Agatha Christie. Jej książki należą do klasyki gatunku, a niech teraz mi ktoś powie, co wartościowego, wnoszącego do życia jest w kryminałach? Ze Stephenem Kingiem to samo.

Mniemam, że Pazurem Pisanego odwiedzają sami otwarci na inność?

Notkę, jak zwykle zresztą, uświetnił Demotywator.