7 korzystnych zmian, które wywoła w twoim życiu adopcja zwierzaka

image

Dziesięć lat. Dokładnie tyle minęło, odkąd w moim życiu pojawiła się ona – kotka Klara.

Wiele wspólnych miesięcy, wzloty i upadki. W końcu refleksja: właściwie co zmieniło się, od kiedy mieszka ze mną zwierzak? Otóż: wiele. A jeśli Ty sam nie masz pupila, jeśli się wahasz, czy jakiegoś nie przygarnąć, nie wiesz, na co się przygotować – czytaj dalej. Ja dzisiaj Ci opowiem, co taki futrzasty gagatek jest w stanie zrobić z człowiekiem.

Nauczysz się odpowiedzialności 

Nie wpływa na Ciebie argument, że jakimś działaniem możesz zaszkodzić sobie? Być może (miejmy nadzieję!) ruszy Cię sumienie, gdy zaadoptujesz zwierzaka. Bo wiesz, to nie tak, że beztrosko wyjedziesz na wakacje, a kota zostawisz w domu albo, nie daj Boże, porzucisz. Nie, nie – jeśli masz coś w głowie, a wierzę, że masz, to zadbasz zarówno o swoje, jak i zwierzęce interesy, mówiąc krótko: znajdziesz mu opiekę na czas Twojej nieobecności. Podobnie z wieloma innymi sprawami: nie będziesz miał możliwości myślenia tylko o sobie.

Będziesz miał więcej ruchu

Zwłaszcza, jeśli zdecydujesz się na psa. Nie ma opcji, że nie będziesz z nim wychodził, no chyba że pozwolisz mu się załatwiać w domu, w co wątpię. W każdym razie, takie przechadzki to same plusy: i milusiński załatwi, co trzeba, i Ty się dotlenisz, za co Twój organizm Ci podziękuje,

Zaczniesz się częściej uśmiechać

Możesz sobie wmawiać, że jesteś twardy i nieczuły, ale gwarantuję Ci, że widok słodkiej mordki albo obserwacja komicznych zachowań zwierzęcia (zwłaszcza młodego) spowoduje, że zaczniesz się uśmiechać, a nawet śmiać na głos.

Zyskasz prawdziwego przyjaciela 

Takiego na śmierć i życie. Takiego, co Cię nigdy nie opuści, nie obgada, nie zdradzi. Takiego, który będzie czekał, aż w końcu wrócisz do domu. Już dawno temu przestałam wierzyć w bzdury pod tytułem „koty to samotniki, chodzą własnymi drogami, a innych mają w dupie” – wszystko zależy od wychowania. Moja na domowników często czeka pod drzwiami. Łasi się, prosi o głaskanie, zaczepia do zabawy. Można? Można.

Staniesz się mistrzem ogarniania finansów…

Nie chodzi tylko o to, żeby tak dysponować pieniędzmi, żeby starczyło na podstawowe potrzeby i dla ludzi, i dla futrzaka. Jak się zakochasz (a stanie się to na bank), w grę wejdą jeszcze bonusy w postaci smakołyków, zabawek i tak dalej.

… I reagowania na nieprzewidziane sytuacje

Musisz rano wcześnie wyjść, a na ubraniu, które sobie przygotowałeś wieczór wcześniej znajdziesz kłąb sierści? Luzik, po czasie się nauczysz, że warto mieć przygotowane coś na zapas. Siedzisz sam w pokoju i nagle z hukiem otwiera się szafa? Spokojnie, bez paniki – to nie żadne Paranormal activity, po prostu najwyraźniej przegapiłeś moment, kiedy w tej szafie zamknąłeś kota.

Zauważysz w sobie pokłady empatii 

No weź nie wzrusz się losem takiego biednego, bezbronnego malucha. Spróbuj olać jego proszące spojrzenie. Nie da się. Po prostu się nie da.

Czy już Cię przekonałam, że warto zaadoptować zwierzaka? A może już go masz i zauważasz korzyści, o których w tym tekście nie wspomniałam? Koniecznie daj mi znać!

Źródło zdjęcia.

Co blogowanie zmieniło w moim życiu?

blog

Na początku lipca tego roku miną 3 lata, od kiedy regularnie udzielam się w blogosferze. Gdy uświadomiłam sobie, jak dużo czasu minęło od momentu założenia pierwszego poważnego – to znaczy, takiego działającego i aktualizowanego  dłużej niż miesiąc – bloga, zaczęłam się zastanawiać: co blogowanie mi w ogóle daje?

No właśnie – co blogowanie zmieniło w moim życiu? Sporo. Usiądź wygodnie, opowiem Ci o tym.

Znalazłam pasję

W szkole zawsze słyszałam, że potrafię pisać, że mam dobry styl. Pisanie wypracowań nigdy nie było dla mnie problematyczne, mogę powiedzieć, że nawet lubiłam to robić. Przez długi czas moim jedynym wielkim hobby w życiu było czytanie. A gdy zaczęłam też pisać coś poza rozprawkami na ocenę, stwierdziłam, że to również jest świetne zajęcie. Dzisiaj nie wyobrażam sobie tego nie robić.

Rozwijam umiejętności

Nie jestem jedną z tych osób, które osiadają na laurach. Wiem, że mimo wszystko muszę pracować nad tym, co piszę i jak piszę. Za czasów szkolnych było łatwiej – zawsze był ktoś, kto czerwonym długopisem poprawiał mi wszelkie błędy. Teraz sama muszę pisać, popełniać gafy i je poprawiać. Nikt się tym za mnie nie zajmie. I chociaż niejednokrotnie wydaje mi się, że nie umiem, mam świadomość, że nawet wtedy, kiedy się mylę, rozwijam się. Być może efektów nie widać od razu, jednak w przyszłości mi się to opłaci. Wychodzę z założenia, że to wcale nie skutki tego, co robimy, są najważniejsze. Ważniejsze jest to, że w ogóle czegoś próbujemy i mimo trudności walczymy.

Uczę się systematyczności

Pewnie, że czasami zdarzy się coś, co nie pozwoli mi opublikować wpisu. Mogę zachorować, mieć zaliczenia na studiach albo nie wiedzieć, o czym napisać – a lepiej nie publikować nic, niż cokolwiek, byleby było. Jeśli nie czają się na mnie żadne przeciwności losu, siadam i piszę. Regularność także jest czynnikiem wpływającym na to, czy czynimy postępy w tym, czym się zajmujemy. Nie chodzi o to, żeby napisać jeden tekst w miesiącu i oczekiwać cudów. Jeśli chcemy coś osiągnąć, musimy przysiąść do tego minimum kilka razy w tygodniu.

Poznaję nowych ludzi

Kiedy ktoś mi mówi, że czuje się samotny i nie może poznać nikogo o podobnych zainteresowaniach, zazwyczaj odpowiadam: OK, nie ma takich osób w twoim najbliższym otoczeniu. Ale w dzisiejszych czasach to nie jest problem. Wiesz, ilu ludzi ja poznałam dzięki temu, że bloguję? I to jest w blogowaniu najpiękniejsze. Wystarczy założyć stronę, publikować na niej i czekać, aż się odezwie człowiek, który ma podobnego bzika do autora. Dzięki blogowi naprawdę można nawiązać świetne znajomości. Spotkania blogowe, a nawet wspólne akcje – to coś cudownego.

Nie marnuję czasu w internecie

Owszem, potrafię w sieci spędzać wiele czasu. Nie są to jednak stracone godziny – praktycznie non-stop albo piszę teksty, albo przynajmniej szukam inspiracji na kolejne wpisy. To dużo lepsze niż bezcelowe przeglądanie Facebooka.

Tworzę coś w 100% mojego

I to cholernie przyjemne uczucie. Patrzenie na to, jak blog się rozwija, przybywa mu czytelników, komentarzy i świadomość, że nic by z tego nie wyszło, gdyby nie moja praca – nie zamieniłabym tego na nic innego. Nawet zwykłam mówić, że inni mają dzieci, a ja – bloga i wychodzi na to samo.

Staram się szukać inspiracji wszędzie

Nawet zwykła, prywatna rozmowa z kimś potrafi wywołać u mnie natchnienie. Jedno zdanie wypowiedziane przez kolegę niekiedy zamienia się w szkielet całkiem dobrej notki. Kreatywność +100!

Blogujesz? Jakie są Twoje doświadczenia w tej dziedzinie? A może zastanawiałeś się, czy zacząć i jakoś wpłynęłam na Twoją decyzję? Koniecznie daj mi znać!

Źródło zdjęcia